Jak przedzec sie stopem przez Rumunie i przetrwac w Moldawii
INNT SWIAT? HMMM MOZE cz II
Ewuszka2007-12-20 16:13:58
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.17 z 5.00. 12 głosów oddanych
Po zasłużonym odpoczynku w mołdawskim akademiku postanowiliśmy ruszyć dalej. Wykorzystaliśmy fakt,że jest bieżąca woda, więc ponownie szybka kąpiel i w drogę. Dzień był piękny.... tylko plecaki ciężkie.
Jakieś trzy minuty po wyjściu z akademika już pojawiła się marszrutka (system działa) i za 3 leie (ok 60 groszy) zawiozła nas do centrum. Zdecydowaliśmy, że będziemy poruszać się pieszo, żeby jak najwięcej zobaczyć. Pierwszą i najważniejszą rzeczą było znalezienie miejsca na plecaki, no bo bez sensu sie z nimi wlec po całym mieście. Padło na 4 gwiazdkowy hotel. Oczywiście wchodząc tam czuliśmy, że bardzo nie pasujemy do tego miejsca...:) ale plecaki bez problemu zamknęli na zapleczu i życzyli miłego dnia. Po raz kolejny bezinteresowność tych ludzi dała o sobie znać.
Lżejsi o dobrych parę kilo ruszyliśmy w miasto. Trafiliśmy na bazar, gdzie można znaleźć wszystko. Kupiliśmy po kartoszku i delektowaliśmy się turecką muzyką grającą z głośników jednego ze sprzedawców. Chaos totalny, to babuszka, tam ktoś wymienia pieniądza, jakiś pijany facet leży na środku ulicy, po której jeździ setki marszrutek. Najbardziej zainteresował nas facet stojący po środku bazaru, w ręku trzymał tylko słynną kraciastą torbę a w drugiej kartkę na której były zdjęcia serca, wątroby i płuc... ludzkich oczywiście. Hmmm stwierdziliśmy, że może w tej torbie trzyma organy do przeszczepu.... kto wie. Po chwili włóczenia się i oglądania zaczęliśmy sie kierować w stronę bazarowej jadłodajni (jak wiadomo najtaniej)Zawsze podczas wypraw mamy postanowienie, że przynajmniej raz dziennie musimy zjeść ciepły posiłek. To bardzo ważne, żeby nie osłabnąć i nie stracić sił na wędrowanie i znoszenie trudów podróży. Za 10 lei dostaliśmy mołdawski borszcz, pyszny był ale straaasznie tłusty, dla nas wtedy rarytas :)
Po naładowaniu baterii idziemy dalej przedzierając sie przez stragany chcemy się wydostać, dotrzeć do innych części miasta. Zaczepia nas facet, tak po prostu zatrzymuje nas i ze zdziwioną miną pyta " od kuda wy rybiata?" (chyba mimo tego, że się staraliśmy i tak rzucamy się w oczy) No to my mu, że z Czechosłowacjii. Ależ się ucieszył, że my jak bracia. Powiedział, że ma na imie Gregori ( też :) ) i, że właściwie stoi tu i czeka na jakieś dokumenty ale, żebyśmy poszki z nim to on nam miasto pokaże. My jeszcze nie przyzwyczajeni do takiej serdeczności bierzemy to z pewną rezerwą, niepewnie ale idziemy :) Idziemy przez centrum Gregorii opowiada po rosyjsku ( ja rozumiem tylko połowe, Branko już trochę więcej) zaraz każe nam wsiadać do trolejbusu, płaci za nas po 1 leu i jedziemy. Docieramy do popiersia jakże sławnego Stefana Cel Mare ich bohatera potem park, kościół. W końcu siadamy na ławce i Gregori opowiada. Mieszka w jakiejś wiosce pod Kiszyniowem, nie ma pracy. Pracuje tylko jego żona, która zarabia dziennie 10 zł ( w przeliczeniu) z czego 4 zł wydaje na transport codziennie do pracy. Należy tylko przypomnieć, że ceny jedzenia są porównywalne z naszymi.... Ale Gregorii jest szczęśliwy, mają krowy, kury i jest ok, żyje sobie powoli i radośnie. Żegnamy się ładnie i krążymy dalej po mieście. W Mołdawii nigdy nie masz problemu, jak chcesz zadzwonić - zaraz pojawia się ktoś kto sprzedaje impulsy z kary, chcesz się dostać w najbardziej odludne miejsce - zaraz pojawia się marszrutka, masz pytanie - pojawi się ktoś kto zna odpowiedź. Mimo biedy, którą widać czuję się tam strasznie bezpiecznie i pewnie.
Kupiliśmy sobie piękną mapkę turystyczną i decydujemy, że jedziemy zobaczyć najdłuższe piwnice z winem na świecie (podobno 60 km korytarzy) No to odbieramy plecaki z hotelu i siadamy na krawężniku czekając na marszrutkę....
Zobacz zdjęcia:
Mołdawia
Mołdawia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





















