Z Sajgonu do Hanoi na rowerach
wlodek Wyświetlono: 1839 razy 2004-09-13 17:10:30![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.91 (75 głosów) |
Wietnam 2003 - opis wyprawy rowerowej z Saigonu do Hanoi
Przeciętnemu Polakowi Wietnam kojarzy się wyłącznie z wojną, w której Amerykanie "dostali w kość" oraz z azjatyckim jedzeniem serwowanym w ulicznych budkach. Przy bliższym zainteresowaniu się tym krajem okazuje się, że nie wiemy o Wietnamie i Wietnamczykach prawie nic.
Kraj ten ma wspaniałą historię, pełną cesarskich tronów, dostatku oraz oczywiście wojen, które toczyły się latami. Ostatnia z nich, której efektem jest zjednoczenie Wietnamu, dała jego mieszkańcom powód do dumy - okazali się jednym z nielicznych narodów, który potrafił przeciwstawić się potędze US ARMY.
Jednak to nie poamerykańskie bunkry i wraki są najciekawsze. Do dziś pozostało w Wietnamie wiele zabytków po starożytnych kulturach, które tam się ścierały. Parędziesiąt mniejszości narodowych, drugie tyle religii, wyznań i sekt (jedna z nich uznała m.in. Winstona Churchilla jako swojego proroka). Na szczęście socjalizm nie zabił tej różnorodności - jest ona w tej chwili tak samo wartościowym "towarem" jak wietnamskie ciuchy.
Istotą naszej wyprawy nie jest żaden wyczyn sportowy, czy chęć pokazania innym, jak dużo kilometrów jesteśmy w stanie przejechać. Naszym głównym celem jest próba poznania tego kraju, jego kultury i historii. Chcemy się dowiedzieć, co myślą i jak żyją tam zwykli ludzie - szczególnie poza wielkimi miastami. Chcemy "posmakować" azjatyckiego klimatu w wydaniu niezbyt zadeptanym przez turystów.
Wyruszamy w piątek, 21 marca 2003!
Trzymajcie za nas kciuki :-)
Przed podróżą
Kiedy wyjeżdżaliśmy do Wietnamu - w Iraku zaczynała się wojna, a w Hanoi była już jedna śmiertelna ofiara tajemniczej choroby SARS. Otrzymaliśmy maila, w którym Ambasador RP w Wietnamie radził nam odłożyć plany wakacyjne na późniejszy czas. Mniej więcej tydzień przed odlotem Aeroflot odwołał rejs wykupiony przez nas na 17 marca 2003. Później okazało się, że w tym czasie mniej więcej rozpoczęły się naloty na Bagdad. Do Wietnamu polecieliśmy kilka dni później. Jeszcze dzień przed wyjazdem nie byliśmy niczego pewni. Gregory, jeden z trójki uczestników, zwrócił bilet do biura podróży przepraszając nas, że jednak nie pojedzie. Po kilku godzinach zmienił zdanie - "Jadę!!!" - oznajmił przez telefon - "Mam nadzieję, że uda się wszystko odkręcić!".
Rodzina i znajomi żegnali nas trochę zmartwieni. My sami, zaopatrzeni w reklamówkę lekarstw i kilkanaście maseczek chirurgicznych, postanowiliśmy nie dać za wygraną i zrealizować planowaną od kilku miesięcy wyprawę. Przed wyjazdem obawialiśmy się tajemniczej choroby, żarłocznych komarów, biegunki i upału.
| Oceń relację |
WietnamWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


























