Raport Huragan "Willma"
leodan Wyświetlono: 822 razy 2007-12-04 15:38:00![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.15 (109 głosów) |
Raport z przebiegu Huraganu "Willma" Meksyk/Jukatan pazdziernik 2005
www.leszekwasilewski.blogspot.com
RAPORT "HURAGAN WILLMA"
W pazdzierniku 2005 roku po bardzo aktywnym wypoczynku na Jukatanie w Meksyku podroz dobiegla konca ,nastal czas powrotu do domu .Wtedy jeszcze nie wiedzielismy ze zabawimy w Meksyku dluzej niz planowalismy aby z dwuch tygodni zrobilo sie ponad trzy tygodnie z tym ze ten ostatni tydzien bardzo sie roznil od pozostalych dwuch.Ostatni dzien naszej podrozy poraz pierwszy postanowilismy spedzic w Cancun zwiedzajac miasto a wieczorem odpoczywajac przy hotelowym basenie w hotelu ulokowanym na malenkiej wyspie w strefie nazywanej "Zona Hotelara" w Cancun i zaplanowalismy wczesnie polorzyc sie spac aby nastepnego dnia rankiem o 9.30 odleciec do domu.
Godzina 3.00 nad ranem nagle ktos puka do drzwi.Zaspany wstaje zupelnie zdezorietowany i dowiaduje sie o nadciagajacym huraganie i o tym ze bedziemy ewakuowani do innego hotelu w starej czesci Cancun.Zreszta cala strefa "Zona Hotelara"w ktorej jest ulokowane wiekszosc hoteli,restauracji ,klubow itd... tej nocy byla ewakuowana a w miescie widac bylo duze poruszenie i zamieszanie .
Bylismy juz spakowani wiec czekalismy na zewnatrz na pozostalych oraz na autokar za ktorym mielismy jechac do nowego przydzielonego nam hotelu poniewaz mielismy wynajety samochod. Ulokowano nas w jednym z hoteli w centrum miasta a w pokoju bylo nas moze wiecej niz dziesiec osob.Nastepnego dnia mielismy dowiedziec sie wiecej o postepujacej sytuacji i prognozie pogody.Tej nocy nikt juz nie zasnol.Rankiem po wypiciu kawy nadal nie bylo wiesci co dalej? Nie czekajac na nic postanowilismy ze jedziemy na lotnisko ,oddajemy samochod i wracamy do kraju.Po dotarciu na lotnisko niczego szczegolnego nie zauwarzylismy no moze poza zmiana pogody .Wczoraj piekny sloneczny dzien a dzisiaj taka zmiana pada deszcz ,wieje wiatr niebo stracilo kolor, ale jeszcze nie jest tak najgorzej skoro samoloty odlatuja a nasz juz ma odleciec za dwie godziny .Pomyslelismy ze mielismy szczescie to nasz ostatni dzien pobytu i wspolczulismy tym co dopiero przylecieli na wypoczynek.Nawet ta ostatnia noc z przygodami dodala tylko koloru i dreszczyku emocji do calej wyprawy a teraz pora wracac do domu gdy nagle z tablicy rozdzielczej dowiadujemy sie ze wszystkie samoloty zostaly odwolane .Ostatni jaki odlecial to ten przed naszym do Paryza.Po kilku godzinach na lotnisku ktore w tym czasie wygladalo juz nie jak lotnisko a raczej jak zamek warowny dowiedzielismy sie ze zostanie podstawiony autobus ktory zabierze nas w bezpieczne miejsce.Tym bezpoicznym miejscem okazala sie szkola gdzies na obrzezach Cancun w ktorej to mielismy przeczekac najgorsze.Obiecano nam ze zostanie przyslana woda oraz prowiant.Slowa dotrzymano wody mielismy pod dostatkiem a prowiantem okazaly sie puszki fasoli oraz tunczyka.W jednej sali ulokowalismy sie wszyscy w miedzynarodowej grupie dwudziestu pieciu osob.
| Oceń relację |
MeksykWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju












































