365 km dookoła Gotlandii
seros Wyświetlono: 643 razy 2007-11-20 12:50:01![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.98 (122 głosów) |
365 km dookoła Gotlandii
We wtorek 10 lipca wyruszyliśmy ze stacji Wrocław Główny, tak oto rozpoczęła się nasza przygoda ze Skandynawią. Pociąg "pośpieszny-opóźniony" do Gdańska, stamtąd płyniemy do Nyneshamn, gdzie spędzamy cały dzień w miejscowym parku, oczekując na kolejny prom.
Odpływamy w środku nocy, płyniemy do uroczego skrawka lądu rzuconego na wody Morza Bałtyckiego -Gotlandii. O 3 nad ranem przybijamy do portu w Visby...
Na Gotlandii witają nas zrozpaczeni rodzice pisklęcia, które wypadło z gniazda, prawie nas zadziobując w trosce o swoje maleństwo, na domiar złego zmęczenie 3 dniowa podróżą nie pozwala nam iść dalej, więc w pierwszym lepszym miejscu rozbijamy namiot.
"Aniu wstawaj-pobudka!" - dźwięczy mi w uszach; półprzytomna pakuję plecak, męczę niezbyt apetyczne, ale wysokokaloryczne śniadanie w proszku. Zakładam mój "słodki ciężar" i wyruszamy... i tak dzień w dzień do końca naszego 24 dniowego trekkingu, po największej wyspie bałtyckiej.
Początki były bardzo trudne, szczególnie dla mnie, moje stópki nie chciały się dostosować do przemierzania tylu kilometrów z takim obciążeniem na plecach, ostatnie metry pod wieczór dochodziłam ze łzami w oczach, nie wspominając juz o odciskach...
Trud drogi wynagradzał nam krajobraz zmieniający się tu jak w kalejdoskopie: piaszczyste plaże, lawendowe pola, sosnowe lasy, rybackie wioski na kamienistych wybrzeżach.
Droga nie była usłana różami, za to cierniami bardzo często. Wszelkie mapy do jakich udało nam się dotrzeć, nie zawierały dróżek wzdłuż morza, odcinki, którymi się poruszaliśmy, były mało znane nawet miejscowym, nigdzie nie udało nam się znaleźć wzmianki o tym, aby ktokolwiek pokonał ta trasę na piechotę, dlatego zdawaliśmy się na przypadek i cieszyliśmy się poetką drogi, wzbudzając powszechne zainteresowanie i zdziwienie.
Wiele ścieżek prowadziło przez zielone pastwiska - zaciekawione owce, wpatrzone krowy były naszymi nieodłącznymi towarzyszkami. Sporym utrudnieniem było przemieszczenie się z jednej polany na drugą, ponieważ wszystkie ogrodzenia były pod napięciem, czasem przejście umożliwiały specjalne schodki, a czasami pozostawało czołganie się pod kolczastymi drutami.
"Atrakcji" dostarczyła nam także pogoda. Swoją nieobliczalnością dała się we znaki, od piekielnego upału, podczas którego każda kropla wody była na wagę złota, po deszcze i sztormy nie zostawiające na nas suchej nitki. Zapewne ciekawie wyglądaliśmy, bo każde mijające nas auto proponowało nam transport; do dzisiaj dźwięczy mi "No thanks" Michała, a ja tak bardzo chciałam znaleźć się w ciepłym i suchym wnętrzu samochodu. Niestety silny wiatr nie oszczędził także konstrukcji naszego namiotu.
Z tego tez powodu, jedną noc było nam dane spędzić w przykościelnej...
| Oceń relację |
SzwecjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju












































