6cio miesięczna odyseja. Autostop z Nowego Jorku na Alaskę, pierwszy solowy trawers Mt McKinley, 4 miesiące na Alasce, praca w lesie, trekingi w parkach narodowych Denali, Katmai, Olimpic, połowy lososia w Bristol Bay. Dalej autostopem do kaliforni i powrot pociagiem do Nowego Jorku i do kraju.
W poszukiwaniu czasu bez mistrza Fibiego.
Mrufkaz2007-11-14 18:01:13
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
w oceanie, wyciągnąłem chłopaków na piwo na środek "Golden Gate Bridże" i tak zleciało. W rezultacie postanowiłem przejechać do Nowego Jorku pociągiem. Było to bardzo dobre rozwiązanie, bo bym się chyba usmażył po drodze jadąc na stopa. Więc jechałem sobie 4 dni pociągiem, początkowo przez przepiękne tereny zachodu, pustynie i góry skaliste, kanionem Kolorado a później nudne równiny wschodu. Wysiadłem na ostatniej stacji przed Nowym Jorkiem. Po 4 dniach w klimatyzowanym pociągu zlałem się potem w ciągu 40 sek. Kolejnego dnia pojechałem do Dana odebrać rower. Później załadowałem się na ostatnią prawie stacje nowojorskiej kolejki i w południe znalazłem się w środku Manhattanu. Los chciał, że mój brat od 10 dni mieszka gdzieś na południowym Brooklynie, więc miałem gdzie spać i zostawić cały sprzęt. Zostało mi 4 dni na doświadczanie Nowego Jorku. Wybrałem oczywiście nocne "zwiedzanie" i nie będę
już tu opisywał szczegółów, ale ani się zorientowałem a zasuwam już rowerem na JFK, co okazuje się jedną z bardziej morderczych jazd w moim życiu (zresztą jak kiedyś ktoś próbował dojechać na jeden z terminali rowerem, to wie o czym mówię). Lot leci szybko, bo cała drogę próbuje nadrobić kilkumiesięczny brak filmów. W Warszawie jestem pod wieczór. Wyjeżdżam za miasto to jest już ciemno. Pierwszą rzeczą, jaka kupuje jest szczeciński kawior, (czyli paprykarz szczeciński), chleb i browarek. I jest to moja uczta życia. Jestem tak wykończony po ostatnich 6 dniach, że już nie wiem czy spać czy spać, bo myślę tylko o tym żeby gdzieś przespać z 20 godzin. Rano organizm się buntuje i budzę się z lejącą się krwią z nosa. Jednak za taką niesubordynacje karam swój organizm 175 kilometrami w ciężkim upale. Wypijam około 12 litrów płynów i już mi lepiej. Kolacja podobna jak poprzedniego wieczora z tym wyjątkiem że jest pasztet i jeden browar więcej.
Kolejnego dnia dojeżdżam o Suwałk (Suwałek he he oni nie cierpią jak tak się pisze) gdzie wesele Adriana i Maliny następnego dnia miało się odbyć. Spotykam się z cala chmarą chłopaków z szalonego życia studenckiego i zapominam już o Alasce i stanach. Zapominam o wszystkim oprócz jednej osoby.
Na koniec ostatnia piękna polska przygoda. Wracając z Ełku do Szczecina koleją znika czarodziejsko mi portfel (bez specjalnej zawartości zresztą). Nie ukrywam że spałem jak zabity? Ze Szczecina muszę pedałować o 5 rano (bo w portfelu był bilet), ale za nagrodę mam wspaniały wschód słońca i spotkanie z Fibim nad Odrą (który to odbywając swój codzienny poranny spacer nie mógł uwierzyć własnym oczom i węchowi). Nie będę już tu opisywał szczegółów, ale jego fafel ciągle leży tuż przy mojej nodze a gdy mówię ?idziemy? iskierka mu się w oku zapala z nadzieją na dobrą zabawę. Biorę więc smycz, maszerujemy radośnie za most, znajdujemy ?patyczka? i leci ? Dobrze że już wróciłem?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie, mam nadzieje ze relacje i zdjęcia nie zanudziły...
Wszystkiego dobrego - Marek z Gryfina
(p.s. Fibi mówi żebym tez pozdrowił od niego hał hał )
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
,
Kanada
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj


























