Opis wyprawy do Czarnobyla
CZARNOBYL I PRYPEĆ 2007

Chicken9972007-11-04 22:40:53
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.50 z 5.00. 16 głosów oddanych
betonowy sarkofag bloku czwartego. Pamiętam jak pod koniec kwietnia 1986 zadzwoniła ciotka i zabroniła nam wychodzić z domu... Nasz licznik wskazuje już sporo więcej. Sesja zdjęciowa i ruszamy dalej. Teraz to co mnie najbardziej interesowało, pociągało. Miasto Prypeć założone w 1970 roku dla pracowników elektrowni. Stajemy jeszcze na wiadukcie kolejowym, widać jeszcze pociągi na stacji w mieście, które nigdy już nie odjadą. Obawiam się że ludzie, którzy, być może, obserwowali elektrownie z tego wiaduktu w tamten kwietniowy wieczór, mogą już niestety nie żyć. Prypeć. Kolejna drobiazgowa kontrola dokumentów przy wjeździe do miasta. Mijamy posterunek i idziemy "w miasto". To znakomity przykład co jest w stanie zrobić przyroda w dwadzieścia lat. Drzewa zaczynają już rosnąć w budynkach. W mieście panuje całkowita "ogłuszająca" cisza. Bloki mieszkalne zieją pustymi oknami, budynki użyteczności publicznej najczęściej okien nawet nie mają. Zwiedzamy dom kultury, gdzie widać poczynione przygotowania do akademii pierwszomajowej mającej się odbyć za kilka dni, supermarket, w którym stoją lady chłodnicze i wózki na zakupy, szkołę gdzie leżą podręczniki, pomoce naukowe, jest w pełni wyposażona biblioteka niestety zdewastowana. Wszystko to robi ogromne wrażenie. Ci ludzie mieli tylko kilka godzin na spakowanie się. Powiedziano im że to tylko na kilka dni. Wszystkich zapakowano do autobusów. Większość nie zobaczyła już swojego miasta. W dniu ewakuacji, po południu wojsko ponownie przeczesało miasto i znalazło kilku opornych. Dla wysiedlonych z Prypeci zbudowano nowe miasto - Sławutycz.
Wychodzimy na dach szesnastopiętrowego bloku. Z niego rozciąga się wspaniały widok na całe miasto. Na całe puste miasto. Na martwe wesołe miasteczko, na pustą szkołę, zdewastowany supermarket. I na elektrownie w całej okazałości. Zwiedzamy jeszcze basen i jedziemy do biura. Przewodnik i kierowca już się niecierpliwią bo przeciągamy pobyt w Prypeci. Te ok. dwie godziny to stanowczo za mało. Tam trzeba by pobyć cały dzień! Jadąc do biura mijamy miejsce nazywane Czerwony Bór. Wskazanie na liczniku gwałtownie rośnie. Ten teren został najbardziej skażony po awarii. W biurze, co ważne, myjemy ręce i siadamy do stołu. Obfity i bardzo smaczny obiad. Rozmowy z naszym przewodnikiem na tematy różne, również polityczne - kilku z nas było na Ukrainie w czasie Pomarańczowej Rewolucji. Czas się żegnać. Jeszcze tylko kontrola na dozymetrze, nie "świecimy" i w drogę. Uprosiliśmy jeszcze kierowcę aby nas zabrał do portu rzecznego koło Czarnobyla gdzie stoją wraki barek, szybkie zdjęcia i ruszamy do granicy zony. Tu jeszcze jedna kontrola na dozymetrach i opuszczamy strefę.
Z pewnością ta wyprawa to był dobry pomysł. Namacalna lekcja historii.
chicken997@o2.pl
MAjster, 2008-05-06 22:14:32
bór to las, jak byś nie wiedział ;-)
chicken997, 2007-12-23 10:29:50
kl, 2007-12-22 23:14:29
kl, 2007-12-22 23:12:58
Ale relacja ciekawa...
marcello2, 2007-11-04 23:26:41
Zobacz zdjęcia:
Ukraina
Ukraina - wybierz obszar, który cię interesuje:















































chicken997, 2008-05-06 23:13:04