13.11.2003 - 5.12.2003
Uczestnicy: Gabriela, Ala, Klaudiusz, Janusz.
Wstajemy o 4.50 rano. Zaplanowany odlot 7.50. Pogodę mamy piękną, świeci słońce. Na lotnisku w Warszawie spotykamy studentów ...
Urlop – Nepal 2003

JK2004-08-24 12:22:32
Wyświetlono razy (ostatnio: )
dżatakach. Księgarnie w centrum są bardzo duże. Jedna z nich – Pilgrimage miała ponad trzydzieści sal pełnych wspaniałych zbiorów o sztuce i kulturze Wschodu. Kolacje jadamy r różanym ogrodzie, w pobliży pałacu królewskiego. Pewnie dlatego jadamy po królewsku. Jest mało miejsc na świecie z tak wyborną kuchnią azjatycką w tak umiarkowanych cenach. Zwiedzamy jeszcze Bharatpur. To miasto ma najładniejszą starówkę i jest najczystsze ze wszystkich starych stolic doliny Katmandu. Oczywiście znów przesiadujemy na tarasie starego domu stojącego na centralnym placu. Teraz już tylko zwiedzamy błądzącym po placach wzrokiem a z tak wysokiego miejsca jest to bardzo ciekawe doznanie. Po drodze zwiedzamy plac z buddyjską stupą Bodnath,. Miejsce to zachwyca. Czyste, uporządkowane przypomina nieco plac dawnej areny w Lucce. Wokół mrowie turystów i miejscowych mnichów. Po obejściu stupy wokoło raz jeszcze oddajemy się szałowi zakupów. Klaudiusz podochocony kupuje jakieś precjoza Ali. Ta się wzbrania ale biżuteria jest ładna więc opór jej mięknie.
4.12 Czwartek
Katmandu
Tego dnia jedziemy do buddyjskiego klasztoru, który zwiedzaliśmy uprzednio. Zostaliśmy tu zaproszeni na ostatni, kulminacyjny dzień pudży. Dziedziniec przykryty żółtym dachem. Wokół zebrało się wielu Tybetańczyków z Katmandu i okolic. Wszyscy w narodowych strojach i dzieci i starzy. Obchody kończące święto to uroczysta procesja i trombitami i bębnami. Wszyscy są w bajecznie kolorowych strojach. Mnisi maja ponadto założone maski. Najpierw kroczą dostojnie ale później zaczynają tańczyć wirując i podskakując. Robimy wiele zdjęć i oczarowani wracamy w kurzu do hotelu. Na pożegnanie Radżi zaprasza nas do siebie do domu. Kluczymy razem z nim krętymi, ciemnymi uliczkami. Mieszka on w bloku na parterze. Mieszkanie bardzo, bardzo skromne. To tylko jeden pokój z sanitariatami na korytarzu. Wyjaśnia on, że z trudem jest zdolny zapłacić za czynsz, mimo że jest tutaj wytrawnym specjalistą – przewodnikiem. Jemy podany poczęstunek, zapoznajemy się też z sąsiadami, którzy przyszli nas zobaczyć. Wracamy do hotelu. Jeszcze tylko jedna bardzo dobra kolacja w Katmandu Guest House. Hotel ten to jedno z bardziej urokliwych miejsc w Katmandu. Został wybrany z ponad 15 tysięcy hoteli w Azji i zaliczony do grupy 150 hoteli z „azjatycką duszą”. Składa się na to oczywiście architektura, bardzo ciekawy, charakterystyczny wystrój nepalski, lampy, meble, obraz itd. Do tego jeszcze dwa ogrody, od frontu i z tyłu, z piękną roślinnością, gdzie pośród krzewów stoją stoliki. Można tu zjeść bardzo dobrą kolację, słuchając muzyki na żywo. Gdy wieczór jest chłodny, obsługa zapala gazowe podgrzewacze i można siedzieć do późna w nocy. Tu właśnie 4 grudnia przyszliśmy na pożegnalną kolację, na kilka godzin przed odlotem do domu.
Do Polski przywożę dużo pięknych wrażeń. Obraz brzydoty niektórych miejsc już się zaciera. Na pewno pamiętać będę zawsze tych sympatycznych, spokojnych i życzliwych ludzi, których spotyka się tu na każdym kroku. Mimo, że żyją oni często w trudnych warunkach i biedzie zachowują pogodę ducha. Nigdy zapewne nie zatrze się w mej pamięci obraz naszego wędrowania przez góry do Nagarkotu i pod Annapunrną. Tego się nie da opowiedzieć – togo trzeba dokonać i samemu sprawdzić jakie „cuda” czekają tam na nas.
Zobacz zdjęcia:
Nepal
Nepal - wybierz obszar, który cię interesuje:











































