Dwa tygodnie w Czarnogórze - plaże i morze, Jezioro Szkoderskie, Budva, Kotor, Ostrog, Cetinje, Tara-rafting i inne atrakcje
Sen o góromorzu. Czarnogóra.

Jo_anna2007-08-01 08:08:57
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.25 z 5.00. 8 głosów oddanych
się utrzymać, albo byłoby to kosztem głębokich ran)
Początki są straszne – woda nas zalewa, ponton staje dęba, fala wyrywa wiosło, a wiosłować trzeba właśnie najintensywniej na tych wirach (Szef wrzeszczy: WIOSŁUJ! WIOSŁUJ!!!!! Całe szczęście, ze mamy Agatę, która może szybko tłumaczyć jego polecenia). Zaciskam zęby i powtarzam sobie, że mam tu Jasia, więc muszę wiosłować – to pomaga, a potem z każdym wirem jest już lepiej — nabieramy wprawy. Właściwie wiosłować cały czas nie trzeba, konieczne jest to tylko na wirach, a tam gdzie rzeka spokojnie płynie, można odpocząć i napić się wody – jest chłodna, przejrzysta, pyszna. W końcu nasza załoga zaczyna w rytmie szantowym liczyć pociągnięcia wiosłami — prujemy przez zalewające nas fale, mijamy Węgrów, Niemców i Rosjan – nawet nasz groźny Szef na to pozwala i nawet zaczyna przejawiać bardziej ludzkie cechy. Sielanka jednak nie trwa długo - stadami nadciągają ciemne chmury, zaczyna padać deszcz, biją pioruny, wieje zimny wiatr. A nas zalewa fala za falą. Dzieci przytulając się do siebie jak pisklęta trzęsą się z zimna i strachu, wiec jeszcze bardziej przyspieszamy i rezygnujemy ze zwyczajowego pikniku na plaży. Jasiu pyta: "Czy Titanic tak właśnie zatonął?". W końcu jednak i dzieci zaczynają dostrzegać urok takiej przygody – mają za zadanie utrzymywać rytm wioślarzy, więc ochoczo pokrzykują i wyliczają uderzenia wioseł. Nasz Szef decyduje, że przeczekamy nawałnicę pod skałą. Chwilę stoimy, burza cichnie, więc za chwilę równym rytmem prujemy do przystani. Gdy widzimy metę, mimo wszystko żal, że to już koniec.
Na brzegu galopem zdejmujemy przyodziewek, wywlekam Jasia z przyklejonej pianki i biegniemy w górę do naszego busu, żeby się przebrać - już nam ciepło i czeka obiad, ja jem pstrąga, a Jasiu jagnięcinę i zapiekane w kociołku kartofle. Do tego podano grubo krojone warzywa – przepyszne jedzonko. Szef przysiada się do nas i nagle okazuje się przemiłym, wesołym człowiekiem. Twierdzi, że musiał robić groźne miny na pontonie, aby nas zdyscyplinować, to podstawowa kwestia bezpieczeństwa (w poprzednim dniu para Norwegów tak się wygłupiała, że powpadali do rzeki).
Zastanawiam się, czy gdybym wcześniej wiedziała jak wygląda rafting, czy odważyłabym się zabrać dziecko... l jeszcze ta niespodziewana burza... Ale może dobrze, że nie zdawałam sobie sprawy, bo oboje byliśmy zachwyceni i tak pijani wrażeniami, że przespaliśmy cała powrotną drogę.
***
Z Czarnogóry wróciliśmy jakiś czas temu, a ja ciągle o niej śnię. Wielki błękit, łódź kołysząca się na wodzie, widoki z góry na morze. Ciągle o niej śnię. Została we mnie w błękitnym góromorzu...
Zobacz zdjęcia:
Serbia i Czarnogóra
Serbia i Czarnogóra - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj





























Alicja, 2007-08-18 09:21:27