Przez Francję na czterech kółkach.
henq Wyświetlono: 1602 razy 2004-08-12 07:49:37![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.24 (330 głosów) |
Relacja z podróży do Francji od 1 do 21 czerwca 2004. Trasa prowadziła przez Wogezy, Sewenny, Avignon, Camargue, Lazurowe Wybrzeże, wąwóz Verdon, Alpy , Jurę i z powrotem do Miluzy.
Miluza i Wogezy.
Prognozy na lato 2004 nie były optymistyczne. Już w czasie przejazdu przez Niemcy zaczęło padać. Intensywne opady sprawiły, że jechało się autostradą z prędkością maksymalnie 90 km/h. W pobliżu granicy francuskiej postanowiliśmy zrezygnować z planowanego kempingu w Geishouse pod Grand Ballon i szukać noclegu w Miluzie, w jakimś hotelu, żeby przeczekać kiepską pogodę. Ale to nie było takie proste.
Miluza była cała rozkopana. Chyba dostali jakieś pieniądze od Unii, bo miasta zwykle modernizują się kawałkami, a nie wszystko na raz. Francuzi, pytani o hotel starali się jak mogli wytłumaczyć dojazd, ale łatwe to nie było. Najpierw w hotelu Bristol, a potem jeszcze w dwóch innych, usłyszałem krótką odpowiedź: -Nous sommes complete. W takim razie pozostał tylko kemping, jedyny w mieście kemping de LIll.
Ponieważ chwilowo przestało padać to i kemping (2 osoby, samochód, namiot 10,6 euro za dobę) okazał się przyjemny. Można było spokojnie rozbić namiot i przygotować kolację.
Na drugi dzień mogliśmy rozejrzeć się bardziej. W pobliżu jest stadion i inne obiekty sportowe. Niedogodności to: blisko przebiegająca uczęszczana linia kolejowa i kos, który każdego ranka siadał na słupie w pobliżu naszego namiotu i darł się niemiłosiernie. Od sympatycznego gospodarza kempingu dostaliśmy plan Miluzy i poszliśmy na zwiedzanie miasta. Do centrum Miluzy pieszo tylko 2 km, a po drodze supermarket Leclerc.
Stare miasto jest już po renowacji. Centralny plac de la Reunion mieści, jak należy, XVI-wieczny ratusz, Stephanskirche z witrażami z XIV wieku, wiele ślicznych kamieniczek oraz dwie duże księgarnie, w których zaopatrzyliśmy się w potrzebne mapy. Kupujemy mapy w skali 1:100000 wydawane przez IGN (Institut Geographique National) po 5 euro (obejmują obszar ze 4 razy większy niż nasze setki).
Po południu rozpogodziło się i udajemy się na zwiedzanie okolicy. Z Miluzy do podnóża Wogezów jest niedaleko, około 10 km. Jeszcze zbyt mokro na górskie szlaki, ale pobliskie miasteczka i winnice można obejrzeć. Najpierw Soultzmatt miasteczko wśród winnic wybrane ze względu na Chateau de Wagenburg. Zamek okazuje się pełnić rolę winiarni i hotelu. Ale ogólnie miasteczkojest całkiem sympatyczne, ze ślicznie, na wzgórzu, położonym kościółkiem. Przy głównej ulicy pomnik wzniesiony przez mieszkańców, ocalałych po epidemii cholery, w połowie XIX wieku.
Przenosimy się do Gueberschwihr, aby zobaczyć, jak sobie radzą amatorzy wspinaczek na tutejszych skałkach. Ale tam nie dochodzimy, gdyż trafiamy na ścieżkę spacerową wokół miasteczka, przez winnice i ogrody, z widokiem na stare centrum i kościół.
| Oceń relację |
FrancjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju


























