Przechadzać się uliczkami mediny to jak błądzić w labiryncie. Labiryntem są też góry Atlasu, ze strzelistymi wierzchołkami i głębokimi dolinami. Największe jednak wyzwanie stawia Sahara, mimo że nie ma tu korytarzy, najłatwiej się zgubić.
Maroko - Podróż za jeden uśmiech
Kbee2007-07-13 19:31:59
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.67 z 5.00. 6 głosów oddanych
chłopaki leniwie grają w karty. Wyczerpują się zapasy wody. Ostatnią butelkę racjonujemy. Mimo tego ok. godziny pierwszej zostajemy bez picia. Wraz z Danielem wyruszamam po życiodajny płyn. Dokupujemy jeszcze jedną butelkę po abstrakcyjnie wysokiej cenie, resztę napełniamy wodą "swojską". Berberowie odradzają picie jej obcokrajowcom. Ryzykujemy, mając nadzieję, że jest to chwyt aby wyciągnąć od nas pieniądze na zakup butelkowanej wody. Oglądamy skamieniałości do sprzedania, trylobity, róże pustynne. Wracamy po dwóch godzinach. Gdy zauważa nas "Horoży" zdaje się być najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Jeszcze szczęśliwszy jest zanurzając usta w butelce wody... Upał sięga 45 stopni Celcjusza. Przeklinamy słońce i mamy dość pustyni. Wrócić się nie da, bo busy kursują tylko rano. Odrobinę się ochładza i postanawiamy wybrać się na przechadzkę. Pokonujemy wydmę za wydmą, tracimy zupełnie perspektywę. Nigdy nie przypuszczałem, że wydmy piaskowe na Saharze mogą dochodzić do 300m. Są olbrzymie! Siadamy na grani i wpatrujemy się w dal. Staram się wyobrazić, jak daleko sięga Sahara. Nic tylko piasek i piasek... i cisza. W pewnej odległości dostrzegamy karawanę, potem drugą, trzecią. Ciężko ocenić odległość, ludzie to punkciki. Słychać jednak ich głosy. Niesamowite wrażenie. Mijają minuty, wracamy do namiotu. Zapada wieczór. Kończy się woda. Mamy plany by napełnić butelki, ale po chwili rozpętuje się burza piaskowa i nie ma mowy by ktoś szedł do hotelu. Widoczność spada do kilku metrów. Rozpędzony piasek uderza o ciała, atmosfera grozy, podniesione tętno i adrenalina. Staramy się zasnąć, lecz jest to trudne. W namiocie panuje zaduch, drobiny piasku przenikają przez tropik. Najdokuczliwszy jest brak wody. Budzimy się rano, pakujemy i mimo wszystko z żalem opuszczamy niegościnne miejsce. Tym bardziej, że to ostatni punkt naszej wyprawy.
DROGA POWROTNA
Przekraczamy Cieśninę Giblartarską promem FastFerry. Docieramy do Algaciras. Tam półtora dnia staramy się złapać stop. Każdy wraca oddzielnie. To najszybsze rozwiązanie. 3500 kilometrów pokonuję w cztery i pół dnia. Po drodze kolejne przygody, ale ja jestem już myślami w domu. Tam rozpocznę kolejne przygotowania by znów znaleźć się w drodze...
Podsumowanie:
Pomimo, iż wycieczka odbyła się już dawno, bo w 2003 roku, postanowiłem jednak przedstawić przygody jakie towarzyszyły na jej trasie. Całkowity koszt miesięcznego wyjazdu był znikomy (ok 1000zł) a przeżyte wrażenia na długo zapadają w pamięci.
kbee, 2008-05-05 14:14:30
Pita4.99, 2008-05-05 13:24:45
Zobacz zdjęcia:
Maroko
Maroko - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























Pita4.99, 2008-05-06 20:58:10