O przewadze stopowania nad innymi formami podróżowania
A. Apanasewicz i M. Lubina Wyświetlono: 1126 razy 2007-07-08 16:47:11![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.85 (102 głosów) |
Pierwsza relacja z wyprawy Agnieszki i Michała do Birmy i Bangladeszu.
Informacje o wyprawie
Stopem podrozujemy nieczesto. Przyczyn jest wiele, np, polowa z nas niecierpliwi sie bardzo, czekajac czasem po 1,5 godziny i uwaza, ze to strata czasu. O innych przyczynach tez moge opowiedziec, ale dlugo by mardzic - jesli kto zainteresowany, po powrocie naszym mozemy umowic sie na herbate vel inny trunek:)
Tym razem jednak postanowilismy podjac radykalne kroki oszczednosciowe i stopowac tak dlugo, jak sie da. W praktyce oznaczalo to przejazd stopem przez Bulgarie i Turcje - co do Ukrainy i Rumunii, to doswiadczenie nauczylo nas juz, ze przyjemnosc stopowania jest tam zazwyczaj platna, o Iranie nawet nie wspomne.
Na poczatek - piesze przejscie Medyka-Szehini. Rezygnuje z pierwotnego "jest jak kobieta", bo choc pod pod tym frazesem mial kryc sie drugi, "kobieta zmienna jest", to zawsze ktos moglby, patrzac na te granice, zastanawiac sie czy ma to znaczyc, ze kobiety sa tak brudne, ze uzywaja takich tandetnych przebieglostek, jak przemytnicze sposoby na ukrycie dodatkowego opakowania papierosow, od lat te same, znane wszystkim doskonale (nie wylaczajac, rzecz jasna, celnikow). Lepiej wiec rzec, ze granica owa jest jak Michal w kuchni - zawsze czyms zaskoczy, choc niespodzianki nie zawsze sa radosne. Tym razem - radosne byly. Przejscie dla osob z paszportami UE dziala bezblednie, podejrzenie, ze Ukraincy odwdzieczaja sie Polakom po swojej stronie tez sprawdza sie bezblednie. Tam kolejka jest jedna, ale przepuszczane sa tylko osoby BEZ paszportow UE. Jednak - o wspaniala polska doroczynnosci! - polscy przemytnicy sami proponuja, ze nas puszcza przodem, bo choc wszyscy tam to turysci, to my jakby bardziej.
We Lwowie okazuje sie, ze jedyny autobus do Kiszyniowa odjezdza po 16. Decydujemy sie na podroz przez Kolomyje. Dojazd tam zajmuje jedyne 6,5 godziny, potem kolejne dwie do Czerniowiec. Czytac trudno, bo wertepy, ale duzo mniejsze niz w Indiach, wiec jednak czytamy, majac nadzieje, ze w ten sposob, malymi krokami, opanujemy czytanie na wyboistej drodze do tego stopnia, ze i w Indiach stanie sie ono wreszcie mozliwe.
Namiot w Czerniowcach rozbijamy, wbrew tradycji, blisko dworca autobusowego - o 7.30 nastepnego ranka jedziemy do Kiszyniowa. Miejsce jest niezle, osloniete; co prawda, przy torze kolejowym, wiec co jakis czas oglusza nas przejezdzajacy pociag, ale jak sie dobrze ulozyc, to jego swiatla nawet za bardzo nie przeszkadzaja. Nawet rzeczka jest, co spod jakiejs fabryki wprost pod nasz namiot wyplywa.
W autobusie wylaczamy telefony, szczesliwi czasu nie licza, a my na caly dzien zatapiamy sie w blogostan pol zlocistych, pol zielonych, pol roznych innych kolorow.
| Oceń relację |
Komentarze
UkrainaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju














Pieknie! Kibicujemy Wam z calych sil!!! I piszcie! Czekamy na nastepne kawalki!
Danusia&TomekG
Jesteście wielcy :) Relacja przednia i jak zwykle pozostawia życzenia szybkiego, dalszego ciągu :) Trzymajcie się
Gratuluje...:)
aaale, fajnie tam macie :)
??? ???????!
No, przynajmniej trasa Ukraina-Mołdawia jest mi bliska i aż miło czytać o mołdawskim winie....ale ja w sierpniu będę na Ukrainie, a we wrześniu pojadę do Mołdawii! a jak!
Szkoda, że jak na razie bardziej odległych planów nie ma.....
dla Was :)