Naszą wyprawę rozpoczynamy koło północy 18 lipca. Wynajętym busem w 5 osób (Basia, Ula, dwie Anie i ja) docieramy do Warszawy na lotnisko. Kierowca podjeżdża pod dom każdej z nas i pomaga załadować bagaże. Już w Warszawie spotykamy się z pozostałą 6 (Małgosia, Ewa, Asia, Heniu, Jurek i Paweł dla rozróżnienia nazwanym Małym) i naszym szefem, pilotem, kierowcą - Pawłem. Jesteśmy przerażeni ilością bagaży.
Parki Narodowe USA




Enia2007-06-05 15:52:56
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.33 z 5.00. 3 głosów oddanych
linii prostej jest to niedaleko, ale niestety droga prowadzi dookoła. Najpierw jedziemy niesamowitymi serpentynami. A potem autostradą 99, którą jedzie mnóstwo super ciężarówek. Jakie one są czyste i kolorowe.
Wjeżdżamy już w tereny pustynne. Pojawiają się drzewa o nazwie Joshua Tree - jest to gatunek juki. Mijamy sady pomarańczowe, oliwkowe. Jest coraz większy upał, coraz mniej zieleni. Przejeżdżamy obok słonego jeziora. Dojeżdżamy do miasteczka Lone Pine w Inyo National Forest. Tutaj Paweł musi załatwić pozwolenie na jutrzejszą wyprawę na Mt. Whitney. Wybiera się tylko 5 osób: Ania, Ewa, Jurek, Mały Paweł i Paweł, który będzie ich prowadził. Każdy z wędrowców dostaje specjalną pomarańczową tekturkę z przykazaniami jak się zachowywać na wyprawie, na której musi się podpisać i przypiąć ją do plecaka.
Teraz jeszcze tylko na kemping. Mijamy poszarpane skały osadowe - Alabama Hills. Na jednej skale wymalowane ogromne usta. Kemping jest bardzo surowy, na pustyni, nad potokiem, ale jest trochę drzew. Rozbijamy namioty wśród ostrych suchych kęp krzaków i dużych głazów. I coś czego jeszcze tu nie doświadczyliśmy - śmierdzące, pełne much WC.
Lone Pine - zachód słońca Oglądamy przepiękny zachód słońca nad Mt. Whitney, i myjemy się w zimnym potoczku, bo na kempingu, są tylko kraniki z wodą do picia. Jak ktoś bardzo chce, to prysznice są w miasteczku.
Idziemy spać dość wcześnie, koło 21:00, aby dać się wyspać tym, którzy jutro wybierają się w góry.
Jest godzina 2:30. Piątka odważnych wyrusza na Mt. Whitney (4417 m n.p.m.): Ania, Ewa, Jurek, Mały Paweł i Paweł. Wszyscy wstajemy aby ich pożegnać. Ale my za chwilę wrócimy do ciepłych śpiworów, a oni niosą ciężkie plecaki pełne picia, jedzenia ciepłego ubrania i lekkiego na upał. Po nich, z kempingu odjeżdżają jeszcze dwa samochody. Kładziemy się spać.
...
Zobacz zdjęcia:
Stany Zjednoczone
Stany Zjednoczone - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























