Egipt 2007, cz 4
jpgiemza Wyświetlono: 118 razy 2007-05-17 12:43:33![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:3.01 (99 głosów) |
kolejny dzien
20 marca
Pobudka o 6:00, zadzwoniono po nas, poniewaz poprzedniego dnia w rozmowie z recepcjonista wyrazilimy chec zwiedzenia Edfu. Na dzien dobry dostalismy kawe w barze, na sniadanie jeszcze za wczesnie, wszycy pasazerowie spali. Po zejsciu na lad krotko sie potargowalismy o dorozke (caleche) i zaplacilismy 30LE w 2 strony plus godzinne czekanie. Miasto bylo jeszcze wyludnione, turystow w ogole nie bylo widac, jedynie troche miejscowych. Woznica zaslonil nam daszek, bo niby policja mogla sie pytac, co my tak wczesnie robimy na miescie, swiatynie otwierali dopiero o 7:00. Bylismy jakies pol godziny przed otwaciem, pustki, slonce jeszcze dobrze sie nie pokazalo. Przeszlismy furtka na teren swiatyni, robilismy fotki z zewnatrz a nastepnie powoli podeszlismy do pylonu chcac przejsc dalej. Tam nas jednak zatrzymali straznicy i zazadali biletu. Zglupielismy, zadnych kas nie widzielismy i myslelismy, ze bilety kupuje sie dopiero u nich. A jednak nie. Musielismy wrocic, wyszlismy przez ta sama furtke, ale juz sie tam pare osob krecilo. Byla 6:55, pan juz w kasie siedzial, ale biletu nie sprzeda, bo jeszcze jest czas. O 6:57 sprzedal bilety (40LE/os), wiec poszlismy do znanej nam furtki. A nie! Najpierw trzeba przejsc przez kontrole biletowa i bramke do wykrywania metalu. Za minute 7 nie chcieli nas wpuscic. Co do sekundy czekali. Ktos oderwal kupon kontrolny od biletu, przeszlismy przez bramki, ktore nie piszczaly, mimo, ze Piotr mial scyzoryk w kieszeni i poszlismy zwiedzac.
Tu mala dygresja: Egipt zyje z turystyki, musza bardzo dbac o przyjezdnych, zwlaszcza o ich bezpieczenstwo. Wszystkie kontrole nasilily sie po zamordowaniu 58 turystow w 1997 roku oraz po atakach na wiezowce w Nowym Jorku. Stad policja turystyczna, konwoje, bramki przy wejsciu do wszystkich zabytkow. Tylko te bramki albo w ogole nie piszcza, albo piszcza a nikt sie tym nie przejmuje. Jedyne miejsce, gdzie nas skontrolowali to Cytadela w Kairze i tam Piotrek musial oddac w depozyt swoj nozyk. Ale ogolnie czulismy sie bardzo bezpiecznie jako turysci indywidualni.
Po przejsciu przez kontrole zaczelismy zwiedzac swiatynie Horusa. Na poczatku zupelnie sami, dopiero po pol odzinie zaczeli sie pojawiac inni ludzie. My juz musielismy wracac, bo nasz statek odplywal o 8:00. Jeszcze talko zaliczylismy w drodze powrotnej "stluczke" z osiolkiem (bylo przewezenie, ani nasz woznica, ani woznica osiolka nie wyhamowali i osiolek sie zderzyl z konikiem), na szczescie zadna zywa istota nie ucierpiala :-).
Wrocilismy na statek, zjedlismy sniadanie, tym razem juz obydwoje pelne i porozmawialismy z towarzyszami ze stolika: malzenstwem Niemcow i samotnie podrozujacym Amerykaninem. Niemka nie bardzo mowla po angielsku, ale rozumiala duzo, wiec gdy wszyscy siedzielismy przy stoliku, obowiazujacy byl angielski, ale gdy Amerykanin odchodzil, przechodzilismy na niemiecki.
| Oceń relację |
EgiptWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju















