Wyprawa rowerowa do Dubrovnika
Rowerem nad Morze Adriatyckie - cz. I (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry)

Nomit2007-04-23 00:01:02
Wyświetlono razy (ostatnio: )
stoją wysokie słupy zakończone dużą metalową kulą. Do dziś nie wiem co to jest. Może piorunochrony? Spaliśmy w małym lasku obok wykopanego w ziemi paśnika dla dzików. Byliśmy zbyt zmęczeni, żeby szukac innego miejsca. Poza tym dziki boją się ludzi. 133 km.
Dzień 5 (18.07.2004)
Węgrzy lubią stawiać znaki "zakaz ruchu rowerów" w najmniej spodziewanych miejscach. Często bez żadnej alternatywy. Z początku się stosowaliśmy, jednak po pierwszej próbie objechania "zakazanej drogi" okazało się, że przybliżyliśmy się do celu o 15 km robiąc 40 (nie wspomnę o czasie straconym na pytanie ludzi o drogę - nasza mapa, z racji odległości jakie pokonywaliśmy nie była zbyt dokładna - 1:750000). Potem postanowiliśmy zakazy te ignorować. Okazało się, że obowiązywały one na odcinkach kilkukilometrowych co kilkadziesiąt (droga była takiej samej szerokości, natężenie ruchu podobne na całym odcinku).
Nadwyrężyłem ścięgno Achillesa (miałem siodełko zbyt wysoko o 2 cm, przez co naciskałem końcówką stopy na pedał). Spaliśmy za miejscowością Papa, na ogromnej polanie, skąd ładny widok na zachodzące słońce (w ogóle na Węgrzech są niesamowicie duże "dzikie" przestrzenie na wyciągnięcie ręki). 106 km.
Dzień 6 (19.07.2004)
Kierunek Balaton (celowo ominęliśmy Budapeszt - byliśmy tam w zeszłym roku). Niesamowite pierwsze wrażenie, gdy zjeżdżaliśmy z pasma górskiego Bakony(+600) do jeziora. O 15.30 byliśmy w Balatonfüred. Tam okazało się, że za pole namiotowe musielibyśmy zapłacić 6000 forintów (nad Balatonem duże pola zrzeszają się i wszędzie ceny są podobne). Znaleźliśmy małe, prywatne pole - 5-ciokrotnie tańsze (oprócz nas były tam tylko 3 osoby - z Warszawy). Pranie, prysznic, zupka chińska i ruszyliśmy na wieczorne zwiedzanie miasta. Ścieżka rowerowa wzdłuż plaży, molo, występ zespołu indiańskiego. Tego dnia 113 km.
Dzień 7 (20.07.2004)
Jechaliśmy wzdłuż jeziora w kierunku zachodnim (ścieżka rowerowa). Po drodze zrobiliśmy przerwę na kąpiel (prawie wszystkie plaże są płatne). Spaliśmy za miejscowością Keszthley. Zanim rozłożyliśmy namiot (jakieś 2 min.) komary zdążyły ugryźć mnie w kilkudziesięciu miejscach. Widzieliśmy przez siatkę jak setki tych owadów próbowało dostać się do namiotu. Nie rozbijaliśmy tropiku - noc zapowiadała się pogodna. To był błąd - w namiocie były 3 male dziurki. W nocy komary były w środku. W ogóle się nie wyspaliśmy. 130 km.
Dzień 8 (21.07.2004)
Niesamowity upał. Dotąd myślałem, że to Polska jest stolicą bociana - na Węgrzech jest ich kilkakrotnie więcej. Kierowaliśmy się do przejścia w Letenye. Po drodze złapałem gumę (wymiana dętki).
Zobacz zdjęcia:
Węgry
,
Słowacja
,
Polska
,
Czechy
Węgry - wybierz obszar, który cię interesuje:















































