Rowerem nad Morze Czarne - cz. IV (Rumunia południowo-wschodnia)
nomit Wyświetlono: 397 razy 2007-04-22 20:30:09![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.83 (144 głosów) |
Wyprawa rowerowa nad Morze Czarne
Na południu kraju występują skrzyżowania świetlne z czasomierzem. Powrzechne są tu dziury w podłogach zwane toaletami ("ciężkie" czynności należy wykonywać pełnym skupieniu, ponieważ łatwo sobie buta obsikać). Zwiedziliśmy jeszcze Rimnicu Vilcea zanim poszliśmy spać. 145 km.
Dzień 9 (27.07.2006)
W Ptolesti kupiliśmy bilety w linii Eurolines z Konstancji do Pragi (postanowiliśmy spędzić nad Morzem Czarnym 5 dni). Gdy tylko wyciągaliśy mapę, natychmiast zjawiał się ktoś z chęcią udzielenia pomocy. Im dalej na południe, tym więcej ładnych Rumunek o śniadej karnacji (niestety często przerzucających widłami gnój) i dzikich psów, przed którymi nas ostrzegano (stanowiły bezdyskusyny argument przemawiający za chwilowym zwiększaniem tempa). Władze mają z nimi nie lada problem - organizacje ochrony praw zwierząt sprzeciwiają się odstrzałowi pomimo, że część jest wściekła, natomiast na ich wyłapanie i umieszczenie w schroniskach brak jest funduszy. Wyraźnie daje sie zauważyć różnicę pomiędzy północną a południową częścią Rumunii (oddzieloną Karpatami). Miasta i małe miejscowości z północy wydają się być bogatsze i bezpieczniejsze.
Rowerzyści mają tu manię jazdy lewą stroną jezdni, co czasem powodowało niebezpieczne sytuacje. Pod drodze do Bukaresztu nabraliśmy ochotę na arbuza. Miejscowy "myśliciel" poczęstował Janka wódką, którą w 40 stopniowym upale sączył sobie z plaskikowej buteleczki po soku, podczas gdy ja poszedłem dokonać zakupu. Niestety były tylko duże, a sklepikarz nie zgodził się na sprzedaż połówki, zatem kupiłem 7.5 kilogramowego. Po wymagającym nie lada wysiłku akcie konsumpcji, co kilka kilometrów muslieliśmy robić przerwę na toaletę (4 razy w ciągu godziny).
Przed Bukaresztem znaleźliśmy mały, brzydki lasek, który jednak wydawał się bezpiecznym miejscem na nocleg (w poprzeg drogi i na ziemi pełno pajęczyn). 115 km.
Dzień 10 (28.07.2006)
Dzisiejszy cel - Bukareszt. Gdy wjechaliśy do centrum, okazało się, że nikt nie wie gdzie jest informacja turystyczna. Kiedy byłem w kafejce internetowej (2Lei/0.5h), do Janka przyczepił się podpity tubylec częstując piwem i mówiąc, żebyśmy wyjechali jak najdalej z Bukaresztu, bo "tutaj nas okradną i pobiją ludzie z maczetami". Pojeździliśmy trochę starówką (przyjazne rowerzystom krawężniki), jednak spaliny i dojazd do centrum (30 km) bardzo nas wyczerpały. Pewien policjant powiedział, że jest pole namiotowe za miastem w Bragadiru. Gdy po 1.5 h dojechaliśmy na miejsce, oczom naszym ukazał się owy "kamping". Niestety w menu właściciele nie uwzględnili opcji spania pod namiotem(!).
| Oceń relację |
RumuniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju













