Wyprawa rowerowa nad Morze Czarne
Rowerem nad Morze Czarne - cz. II (Ukraina)

Nomit2007-04-22 16:39:40
Wyświetlono razy (ostatnio: )
piaskownia). Po chwili jednak okazało się, że niedaleko polnymi ścieżkami jeżdżą samochody, obok zaś było dopalające się ognisko. Ponieważ zapadł już zmrok (brak możliwości znalezienia bezpieczniejszego miejsca) postanowiliśmy zapytać mieskańców o pozwolenie na rozbicie namiotu w ogrodzie. W ciemności usłyszeliśmy głosy dochodzące z pobliskiego domu. Wyszła do nas kobieta w średnim wieku, za nią mąż, który w reakcji na naszą prośbę powiedział: "fifty bucks!". Zobaczył zdziwienie na naszych twarzach. Zaczął więc trzeć cyklicznie kciukiem naprzemian o palec wskazujący i środkowy dodając: "dollars! green!". Żona, zatrzymując prawą rękę w powietrzu w pozycji zamierzającej zadać mu cios i wydając jakieś okrzyki (często powtarzała tę czynność) spowodowała, że zamilkł na jakiś czas. Ustaliliśmy cenę noclegu - 20 Hrywien. Nie podobał mi się pomysł nocowania tu. Po minie Janka stwierdziłem, że jemu również. Nie mieliśmy innego wyjścia - we wszystkich domach dookoła były już pogaszone światła. Zaprosiliśmy ich na kolację. Popijając piwo z plastikowej butelki opowiadali o synie, który właśnie miał nocną zmianę, Czeczenach w okolicy, mafii i że w tych terenach nie jest bezpiecznie. Poczęstowali zupą, jakimś boczkiem i ogórkami. W końcu poszliśmy spać.
120 km.
Dzień 4 (22.07.2006)
O 5 miejscowego czasu róznocześnie zadzwonił budzik nasz i gospodarzy. Właściciel miał pokazać nam drogę na skróty, jednak rano stwierdził, że mu się nie chce - pokazał co prawda, ale na zamkniętą kłódkę przy bramie mówiąc, że nie wypuści nas jeśli nie zapłacimy. Uradował się na widok 50 UAH w jednym banknocie, jednak daliśmy mu do zrozumienia, że czekamy na resztę. Przyniósł 20 hrywien. Cieszyłem się, że tę noc mamy już za sobą. Pierwsze doświadczenie spania u tubylców. Odczucia mieszane. Z drugiej strony: ludziom na Ukrainie się nie "przelewa" i każdy chce coś zarobić. Pytanie tylko o formę w jakiej to okazuje.
Kierunek Mukaczewo (ścieżka rowerowa - nierówny deptak wzdłuż drogi). Po drodze liczne cerkwie. Ukrainki są ładne, jednak pytane o drogę zdawały się być bardzo wystraszone. Angielski i niemiecki nie są tu powszeche. Główne drogi (w przeciwieństwie do bocznych) są w dobrym stanie.
Koło południa spytaliśmy pracownika stacji benzynowej o sklep. Postanowił zaprowadzić nas osobiście do jakiejś bramy, za którą znajdował się miejscowy punk sprzedaży (stojąc tuż na wprost trudno byłoby go dostrzec - ani jednego napisu czy reklamy). Tam Janek zakupił m.in. polski pasztet MARKO, który niestety nie nadawał się do konsumpcji (ogólnie ostrzega się przed spożywaniem przetworów mięsnych na Ukrainie, a importowane są gorszych standardów niż w krajach macierzystych z racji niższych wymogów jakościowych). W sklepach natomiast ekspedientki często korzystają z tradycyjnych liczydeł(!). Motocykliści jeżdzą bez kasków. Podczas przerwy na posiłek cygańskie dzieci podchodziły żebrać. Na targu w Mukaczewie Janek wymienił przednią, spiłowaną już zębatkę (z wymianą 90 UAH). Przy drodze ślady pomarańczowej rewolucji. Częstym widokiem są krowy prowadzone całą szerokościa jezdni i zostawiające placki.
Tuż przed granicą spotkaliśmy Węgra na rowerze jadącego w naszym kierunku. Powiedział, że Rumunia jest dużo bardziej niebezpieczna niż Ukraina i że jeżdzac tam rowerem miał nieprzyjemności z cyganami i policją. Radził, żebyśmy trzymali się z dala od tego kraju. Byliśmy między młotem a kowadłem. Nie było alternatywy. Na wszelki wypadek postanowiliśmy trzymać się blisko Węgier.
Zobacz zdjęcia:
Ukraina
Ukraina - wybierz obszar, który cię interesuje:
















































walldi, 2007-06-25 18:26:34