MagistralÄ… adriatyckÄ…
MagistralÄ… adriatyckÄ…

Cyprian2007-04-20 12:14:35
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
męczącą wycieczkę. Pozostaje nam tylko wspiąć się na wysoką skałę u szczytu której ma znajdować się przystanek autobusu. Pomalutku dreptamy sobie od czasu do czasu zerkając przez ramię. Z dużej wysokości wodospady i jeziora prezentują się równie malowniczo.
Gdy docieramy na przystanek - nasz krasnal padł. Po krótkiej przejażdżce autobusem (znowu Unimog) wracamy do samochodu i ruszamy w drogę powrotną do kraju. Chorwacja - Park Narodowy Plitwickich Jezior - drogowy pociąg pasażerski. Kierujemy się na Karlovac, następnie mijamy bokiem Zagrzeb, aby po godzinie jazdy opuścić gościnną Chorwację. Wjeżdżamy do Słowenii, mijamy Maribor i docieramy do Austrii.
W okolicach Graz wjeżdżamy na autostradę (fantastyczna jazda po niezwykle krętej, ale szybkiej autostradzie), gdzie po jakimś czasie robimy postój i chwilkę odpoczywamy. Tutaj Tomuś siada za kierownicą wysłużonej bmki i jeździ po parkingu. Nie myśleliśmy wtedy, że to już po raz ostatni.
Chorwacja - Park Narodowy Plitwickich Jezior - drogowy pociąg pasażerski. Późnym wieczorem docieramy do granicy austriacko - słowackiej, mijamy Bratysławę i pędzimy autostradą do Polski, planując, że za jakieś trzy godziny będziemy w domu.
Niestety, niespełna 60 km za Bratysławą nagle gaśnie silnik w naszym autku. I niestety nie daje się ponownie uruchomić. Dzwonimy na nr PZU (na szczęście wykupiliśmy Assistance) i czekamy na pomoc drogową. W unieruchomionym pojeździe czas płynie wolno. Mamy nadzieję, że usterka to nic poważnego. Po jakiejś godzinie przyjeżdża laweta, wciągają nasze BMW, Iwona z małym siadają w kabinie pomocy drogowej, ja - w BMW. Wracamy do Bratysławy - my do hotelu, auto na serwis.
Dzień dziewiąty (już nadmiarowy) - Sobota 06.05.2006 r.
Wstajemy późnym rankiem i pierwsze co to telefon do serwisu. Mechanik przyjeżdża po mnie i jedziemy razem zobaczyć samochód. Krótka diagnoza - urwany rozrząd. Auto unieruchomione na dobre. Holujemy auto z powrotem pod hotel, a ja dzwonie po tatę i ściągam go z truckiem do Bratysławy. Mamy dzień odpoczynku. Spacerujemy po okolicach, robimy zakupy i cały dzień się byczymy. Wieczorem przyjeżdża tata i zapinamy nasze auto na hol. Podróż do Polski jest tragiczna. Jedziemy nocą, pada deszcz i wysiada akumulator. 11 godzin udręki. Tak wyglądała ostatnia podróż naszej BMW. W domu jesteśmy dopiero koło 5 nad ranem.
Autor: Cyprian Pawlaczyk
Uczestnicy wycieczki:
- Iwona Pawlaczyk
- Tomasz Pawlaczyk
- autor
- BMW 525 tds kombi, 1995 r.
minia, 2007-08-06 10:37:26
STanisława, 2007-08-04 01:31:45
Zobacz zdjęcia:
Węgry
,
Słowenia
,
Słowacja
,
Serbia i Czarnogóra
,
Chorwacja
,
Austria
Węgry - wybierz obszar, który cię interesuje:












































:)
Cyprian, 2007-08-15 09:37:04