Mali
Wyprawa dookoła Sahary !!!! - Część III - Mali.

Cyprian2007-04-19 17:10:55
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
rzemieślnicze, jednak sławę tej mieścinie przyniosły tkaniny malowane błotem. Na jednym ze straganów znajdujemy piękne miniaturowe drzwi
Tely - stara wioska na klifie. Tely - nowa wioska u stóp klifu. Tely - domki wśród skał. Tely - nasz przyjaciel Djigibombo.
drewniane, przystępujemy więc do negocjacji, ale po długich targach handlujący starzec się wycofuje. Natomiast nasz przewodnik oferuje, że w sąsiedniej wsi podejdzie do jednego z kolegów i zorganizuje nam takie same w dużo niższej cenie. Przystajemy na jego propozycję i ruszamy na podbój kolejnych straganów. Znajdujemy mały warsztat, gdzie chłopcy mozolnie powlekają tkaniny błotem. Wyglądają ślicznie, ale są też dość drogie. Ja znajduję śliczną bluzę z takiego materiału i nie mogąc się jej oprzeć - po krótkich targach - kupuję ją. Spacerujemy dalej wśród glinianych domków podziwiając różne lokalne arcydzieła.
Ende - starzec. Ende - malowanie tkanin błotem.
Po jakimś czasie wracamy do Tely, gdzie przewodnik rusza na zakupy. Po kilkunastu minutach przynosi nam upragnione drewniane drzwiczki. Jedziemy do Kani Kombole - wioski, w której w dniu dzisiejszym odbywa się targ. W oczekiwaniu na rozpoczęcie części handlowej zwiedzamy wioskę, w której znajduje się śliczna miniatura meczetu z Djenne. Meczet powstał w 1988 roku i podobnie jak pierwowzór (a przypuszczalnie także większość podobnych meczetów) co dwa lata poddawany jest gruntownej renowacji. Dowiadujemy się, że targ zacznie się dopiero za około 2 godziny, więc pytamy przewodnika, czy można w tej wsi coś dobrego zjeść. Prowadzi nas do prywatnego domu, gdzie umawiamy się z gospodarzem, że po godzinie dostaniemy pyszny obiad. Kani Kombole - restauracyjna kuchnia. Oczekiwanie spowodowane jest przybyciem wielu gości - handlarzy. Pojawił się jeszcze jeden malutki problem - w zagrodzie naszego gospodarza nie było już miejsca, ale i ten kłopot został szybko rozwiązany - na dworze, na ziemi rozłożono dla nas maty, gdzie mogliśmy spocząć - było to bardzo wygodne rozwiązanie, a przy tym bardzo interesujące, ponieważ mieliśmy okazję zobaczyć, jak przyrządzane są lokalne specjały. Odpoczywaliśmy więc na świeżym powietrzu, w towarzystwie kóz, baranów i drobiu. Po upływie jakiegoś kawałka czasu (niestety, większego niż jedna - obiecana godzina - ale i do tego zdążyliśmy się już w Afryce przyzwyczaić) dostaliśmy nasze jedzenie. Było fantastyczne - ryż, makaron i kuskus w sosie i z pysznym mięsem. Delicje.
Dosłownie obżarci ruszamy w dalszą drogę - przewodnik pokazuje nam drogę do Burkiny Faso i żegnamy się z nim.
Droga do Burkiny Faso jest łatwo czytelna, ale niestety - gruntowa. Na szczęście jej stan w sumie jest niezły, dlatego przemieszczamy się dość szybko. W Kiri załatwiamy formalności wyjazdowe z Mali i kierujemy się do kolejnego kraju na szlaku naszej zmotoryzowanej wędrówki.
Przekraczamy granicę, dojeżdżamy do Thiou i załatwiamy wszelkie formalności. Po raz kolejny okazuje się, że Carnet de Passage jest zbędny. Przekraczamy granicę i w późnych godzinach wieczornych docieramy do Ouahigouya. Tutaj staramy się odnaleźć kemping Dunia, polecony nam przez poznanych w Mauretanii kolegów z Francji. Po długich poszukiwaniach docieramy do kempingu, gdzie ponownie spotykamy się z Francuzami. Dostajemy fajny pokoik i jemy pierwszy od kilku dni ciepły posiłek (pyszny zresztą). Poznajemy również bardzo sympatyczna właścicielkę kempingu, pochodzącą z Francji.
Koniec części III.
Zobacz zdjęcia:
Mali
Mali - wybierz obszar, który cię interesuje:












































