Santa Maria do Rio Negro - część II
uryn Wyświetlono: 756 razy 2007-04-10 21:29:56![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.66 (143 głosów) |
Santa Maria do Rio Negro - część II
www.uryn.cso.pl
Wreszcie płyniemy
Pierwszy postój wypadł w niezmiernie ciekawym miejscu. Na wysokim brzegu rzeki stało kilka chat zamieszkałych przez rodziny caboclos. Dobiliśmy do brzegu serdecznie witani przez miejscowych. Jan wziął teczkę i harmonię i razem zeszliśmy na brzeg. Ksiądz grał na harmonii i witał nadchodzących. Wierni zgromadzili się pod wiatą i wtedy Jan odprawił tam dla nich Mszę św. Bardzo podobała mi się jej forma. Miejscowi przejawiali ogromną radość i szczęście. Uroczystość przerywana była radosnym śpiewem i nawet tańcem, bo przecież w życiu Afrobrazylijczyków muzyka zaspokaja także potrzeby religijne. Na koniec ksiądz Jan poprosił abym powiedział kilka słów do parafian zaciekawionych moją egzotyczną tam osobą. Opowiedziałem im o sobie i Polsce. Z kolei ja zapytałem się o znanych im Polaków. Okazało się, że słyszeli tylko o Janie Pawle II i... piłkarzu Lato, który kiedyś strzelił Brazylijczykom bramkę na mistrzostwach. Po mszy zaproszono nas do domu, gdzie pod strzechą z liści palm poczęstowano nas "czym chata bogata...", czyli malutkimi bananami z dżungli, wodą z orzechów kokosowych i mięsem z małpy. A potem zaproponowano mi wycieczkę do ruin starego, portugalskiego miasta - Airao Velho. Kiedyś dawno temu miasto to kwitło i było ludne, ale dżungla zwyciężyła ludzi. Wygnała ich z tego nieprzyjaznego miejsca. Dziś można podziwiać tylko resztki pożartych przez dżunglę wspaniałych budowli i ulic. Ledwo widoczne fragmenty dawnej świetności tego miejsca. Byłem, sfotografowałem i serdecznie żegnani popłynęliśmy dalej...
Po obu stronach równika
Podróż barką była niesamowitą przygodą. Przesuwający się o krok od burt łodzi, nieustająco zmieniający się kalejdoskop tropikalnej dżungli z jej bujnym życiem - zapewniał niesamowite atrakcje i wspaniałe plenery fotograficzne. Przepiękne, kolorowe tukany i papugi wdzięczyły się do obiektywu mojego aparatu. Czarne wody Rio Negro dawały nam - wędkarzom, wielkie ryby. Takie piękne i kolorowe, jakie można zobaczyć tylko w akwarium lub na rafie koralowej. Krokodyle atakowały nasze przynęty wędkarskie (przy okazji - mięso krokodyla smakuje jak kurczak...). Nieustająco płynąc dalej i dalej dzieliliśmy czas na wizyty w chatkach usytuowanych na brzegu rzeki i na przygody. Ksiądz Jan codziennie odwiedzał kolejnych coboclos, natomiast my robiliśmy małą łodzią krótkie wyprawy w głąb zalanych wodą lasów deszczowych.
Po zmroku gitara kolegi i harmonia ks. Jana umilały nam życie...
Ale tropiki serwowały wyprawie i problemy. Najpierw mieliśmy awarię silnika. Piasek uszkodził pompę wodną i unieruchomił nas w głuszy. Zaczęliśmy niebezpiecznie dryfować. Ratunkiem okazały się kwalifikacje mechanika okrętowego jednego z kolegów.
| Oceń relację |
BrazyliaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju






































