Santa Maria do Rio Negro - część II
Santa Maria do Rio Negro - część II

Uryn2007-04-10 21:29:56
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
Amazonii nie ma obrony przed owadami. Na koniec mieliśmy nocną - dosłownie - krwawą przygodę. Dwóch śpiących uczestników wyprawy pogryzły nietoperze - wampiry (Desmodus rotundus). Latają one bezgłośnie, najczęściej właśnie wzdłuż koryt rzecznych. Po zlokalizowaniu ofiary taki nietoperz siada cicho w jej pobliżu i zaczyna zbliżać się do niej na łapkach. Najpierw liże wybrane miejsce ciała ofiary, później swymi zębami "goli" porastające je włosy, nadgryza skórę i pije wypływającą krew. Nietoperze atakują miejsca dobrze ukrwione o cienkiej skórze - zwykle jest to szyja, uszy lub nogi (nas pogryzły właśnie w palce stóp wystających z hamaków). Nagryzając skórę robią to tak delikatnie i sprawnie, że "pokarm" rzadko kiedy budzi się ze snu. Jest to możliwe dlatego, że ich zęby są bardzo ostre, a ślina zawiera specjalne substancje najpierw znieczulające a potem zapobiegające krzepnięciu krwi (antykoagulanty). Dlatego właśnie koledzy obudzili się dopiero mając nogi w kałuży krwi, której wypływu nie można było długo zatamować. Wampir potrafi wypić jednorazowo 20 mililitrów krwi a przy tej okazji roznosi liczne choroby, w tym - wściekliznę. Pogryziony musi szybko zgłosić się po ratunek (szczepienia) do Instytutu Pastera np. w São Paulo. Tak zrobił mój kolega...
Na samym końcu podróży powrotnej przytrafiła nam się jeszcze jedna niebezpieczna przygoda. Na środku Rio Negro nasz stateczek dopadła burza tropikalna. Straszna wichura mało nie przewróciła naszej barki i zupełnie zahamowała jej ruch. Niesamowicie intensywny deszcz chciał ją zatopić. Nasz piloteiro sprawił się jednak na medal. Zamiast walczyć z huraganem, zawrócił stateczek i ukrył go za wyspą. Wbici głęboko w przybrzeżną dżunglę, zalewani tropikalną ulewą, przeczekaliśmy nawałnicę...
Po powrocie z wyprawy jeszcze ks. Jan i ja mieliśmy atak malarii (zimnicy). To przez te cholerne komary. Przez cztery dni wspomagany lekami organizm zwalczał pasożyta. W tropikalnym upale ledwo żyłem trzęsąc się z "zimna".
Novo Airao powitało nas polską gościnnością księży i wytęsknioną "cywilizacją"...
Szczęść Boże księże Janie...
Nasza wyprawa dotarła daleko w Amazonię. Operowaliśmy po obu stronach równika. Odwiedziliśmy ludzi żyjących nad brzegami rzek i poznaliśmy ich życie. Ksiądz Jan wizytował swoich parafian niosąc im posługę kapłańską, oświecał i formalizował urzędowe sprawy. My mieliśmy satysfakcję ze sponsorowania działalności misyjnej rodaka i udziału w jego niecodziennej pracy. Przeżyliśmy wspaniałą przygodę i poznaliśmy tropikalną Amazonię. Przywiozłem tysiące zdjęć, film i ... zasuszoną piranię.
Jestem dumny z poznania niezwykłego człowieka - polskiego misjonarza, pallotyna - księdza Jana Sopickiego z parafii "Santo Angelo" na brzegu Rio Negro.
Bolek Uryn
O działalności organizacji charytatywnej wspomagającej polskich misjonarzy można więcej dowiedzieć się w Internecie na stronie www.miva.pl , o pracy misjonarzy pallotyńskich poczytać w kwartalniku Horyzonty Misyjne a pisać do ks. Jana można na adres jansopicki@op.pl
Zobacz zdjęcia:
Brazylia
Brazylia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















