Od Alp Rodniańskich do Krainy Łagodności - Rumunia, sierpień 2006
Stranger Wyświetlono: 1081 razy 2007-03-23 14:12:51![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.60 (108 głosów) |
Wesoły i muzykalny wyjazd w Alpy Rodniańskie, Rarau-Giumalau i Bukowinę w sierpniu 2006 roku.
http://www.podrozezgitara.republika.pl/
Preludium:
Sam pomysł wyjazdu do Rumunii zaczął się wałęsać niektórym po głowach jeszcze zimą. Jeśli chodzi o mnie, to na tamtejsze góry zawsze kojarzyły mi się z jakąś niesamowitą dzikością, wolnością, swobodą i oczywiście pięknem. Jak się później okazało moje wyobrażenia niewiele odbiegały od rzeczywistości. O wyprawie dowiedziałem się od Gosi i właściwie od razu zdecydowałem się na udział - nie wiedząc nawet jeszcze dokładnie gdzie, kiedy, jak i z kim. Organizacja wyjazdu przebiegła całkiem sprawnie głównie dzięki Gosi i Natalii. Sam zresztą dołożyłem swoje trzy grosze do planowania - szukając połączeń kolejowych, którymi można by było dojechać do naszego celu czyli w okolice Alp Rodniańskich. Opisując planowanie warto też wspomnieć cosik o materiałach, z których korzystaliśmy. Mapy można dostać w większych księgarniach - węgierskie wydawnictwo Dimap ma w swoich zbiorach mapy właściwie wszystkich pasm górskich w Rumunii. Problem był jedynie z mapą Obczyn Bukowińskich. W tamtych terenach korzystaliśmy ze starej mapy ściągniętej z
Mapovego Servera nie jest ona niestety zbyt dokładna. Również mapy masywu Rarau-Giumalau musieliśmy ściągnąć z internetu i wydrukować. Te z kolei był w miarę dokładne, mimo że nieczytelne. Mapy tego terenu wydaje też Salvamont w formie ulotkopodobnej - jednak mimo że są one o niebo lepsze w odczytywaniu, kuleją jeśli chodzi o dokładność. Jeśli zaś chodzi o przewodniki to były to Rumunia i Transylwania wyd. Bezdroża oraz Bukowina wyd. Rewasz.
Podróz:
No i nastał wreszcie wyczekiwany 16 sierpnia - dzień wyjazdu. Byłem wtedy jeszcze trochę niezdrów, gdyż złapałem jakieś choróbsko będąc kilka dni wcześniej w Bieszczadach, gdzie nie za bardzo sprzyjała mi aura - tzn lało, lało, lało. Przygody oczywiście zaczęły się gdy tylko wystawiłem nos poza próg domu. Mianowicie nie zdążyłem wymienić odpowiedniej ilości waluty - miałem forinty, słowackie korony i złotówki. Z takimi pieniędzmi mogłem co najwyżej dojechać do Rumuńskiej granicy po czym odwrócić się i wrócić mając świadomość, że przecież byłem w Rumunii, to chyba by mnie nie zadowoliło. Na szczęście w Krakowie udało mi się znaleźć późnym wieczorem czynny jeszcze kantor i wymienić złotówki na euro. Podróż była przyjemna aż do wjazdu na Węgry, gdzie nie dość, że konduktorzy byli bardzo niemili, to jeszcze trudno było się dogadać w jakimkolwiek cywilizowanym języku. Najprzyjemniejszą chwilą podczas dojazdu było dla mnie przekroczenie granicy Rumuńskiej. Już od pierwszych chwil bytności w nim, ten kraj aż prosił by się w nim zakochać. Oporu nie było.
| Oceń relację |
RumuniaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju





















