Jordania 2005 - część VI
Jordania 2005 - część VI


Piotbula2007-02-13 20:01:39
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.50 z 5.00. 2 głosów oddanych
odczynniki z pracowni chemicznej zadziałały na nasze kubki smakowe naraz. Inne miejsca naszego ciała, co bardziej wrażliwe, też są mocno drażnione...
Krzyś z Rafałem urządzili sobie jeszcze kąpiele błotne w mazi z dna morskiego. Przekonani, że zrobią na tym majątek, zapakowali do reklamówek ponad kilogramowe kule błotne z zamiarem transportu ich do Polski w celach handlowo - zdrowotnych.
Powoli plaża się zapełniała turystami zarówno zachodnimi jak i miejscowymi szejkami w arafatkach. Wszyscy mieli frajdę z dryfowania na powierzchni morza, z tym że jedni w kąpielówkach, a drudzy w kompletnych ubraniach ;)
W drodze powrotnej mieliśmy mnóstwo szczęścia przy autostopie. Wprawdzie chcieliśmy jeszcze odwiedzić Madabę z jej słynnymi mozaikami, ale zatrzymany mercedes jechał prosto do Ammanu. Młody Jordańczyk z żoną jechali właśnie z Bahrajnu odwiedzić rodzinę. Dzięki tej okazji mogliśmy obejrzeć inne oblicze Ammanu. Przejeżdżaliśmy przez luksusowe dzielnice, położone na zachodzie miasta diametr4alnie różniące się od Downtown. Nie brakowało tu juz nic z zachodniego luksusu. Widzieliśmy piękne wille i wieżowce, KFC, McDonalda, a nawet Planet Hollywood. Woleliśmy jednak wysiąść przy rzymskim amfiteatrze. Wstęp kosztuje 1 JD a mało ustępuje on temu z Petry. Występów jednak nie było ;)
Urządziliśmy sobie dłuższy spacer po centrum fotografując tubylców. Wspięliśmy się na wzgórze z cytadelą, do której jednak nie znaleźliśmy wejścia. Można jednak stąd obejrzeć panoramę miasta w zasadzie we wszystkich kierunkach. Miasto jest duże. Mieszka tu w końcu 3 miliony ludzi - połowa mieszkańców Jordanii. Rozłożone jest na wzgórzach , ale nie policzyłem czy na siedmiu. Odwiedziliśmy też Złoty Suk, bardziej w celach turystycznych niż handlowych. Ze znalezieniem miejsca w celu spożycia posiłku nie ma w Ammanie najmniejszego problemu. Knajpek jest dużo, wybór urozmaicony, a ceny bardzo przyzwoite. Tym razem skusiłem się na baranią wątróbkę i bardzo mi smakowała.
Wieczorem mieliśmy szczęście obejrzeć pokaz sztucznych ogni z dachu naszego hotelu, który odbywał się w związku z Dniem Niepodległości - w rocznicę opuszczenia przez Anglików ziem jordańskich.
Ostatnim punktem programu był jeszcze finał pucharu Europy w hotelowej TV. Rafał z recepcjonistą podziwiali Jurka Dudka w bramce Liverpoolu, podczas, gdy ja z Krzysiem smacznie już spaliśmy...
26.05.05 Amman - Nazaret
Aby uprościć sobie podróż, postanowiliśmy wjechać do Izraela bezpośrednim autobusem do Nazaretu. W przewodniku miałem podane, że autobus taki odjeżdża o 8.30 w pobliżu VII-go ronda, więc się tam udaliśmy. Pod dużym wieżowcem stał wprawdzie autobus, ale jechał on na plażę przy Morzu Martwym, a przecież byliśmy tam wczoraj. Zacząłem szukać transportu po okolicznych biurach.
Najpierw trafiłem do agencji lotniczej, ale tu było za drogo. W końcu trafiłem do Trust Transport Company i tu okazało się, że transport jest, ale kosztuje nie 10 JD, jak podawał przewodnik, ale 18 JD bez zniżek dla dzieci. Był to wprawdzie rozbój w biały dzień, ale zdecydowaliśmy się oszczędzać bardziej czas niż pieniędzy, choć tych ubywało zbyt szybko...
Autobus mieliśmy luksusowy i bardzo szybko dojechaliśmy do Irbidu, a potem do doliny Jordanu. W odróżnieniu od pustynnego krajobrazu w całej niemal Jordanii, tu królowała zieleń.
Na granicy odbyło się bez problemów. Nawet był bank, gdzie wymieniłem dolary, aby zapłacić 5 JD podatku wyjazdowego. Znacznie bardziej opłaca się wozić ze sobą USD niż euro, które wymieniają w Jordanii praktycznie po kursie dolara, choć na świecie jest ono znacznie droższe. Otrzymawszy pieczątki mogliśmy przejechać przez most do Ziemi Obiecanej...
Zobacz zdjęcia:
Jordania
Jordania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















