Jordania 2005 - część IV
Jordania 2005 - część IV


Piotbula2007-02-13 19:52:05
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
dłuższym spacerze doszliśmy do muzeum, obok którego rozpoczynał się szlak pod górę w kierunku Monastyru. W zasadzie były to bardziej schody niż szlak i Krzyś miał ogromną radochę licząc stopnie. Dal sobie spokój dopiero przy czterechsetnym ;) Wejście zajęło nam około godziny od muzeum i mówiąc szczerze podziwiałem nie tylko ogromną fasadę Monastyru, ale także niespożyte siły mojego syna który bez słowa marudzenia wspinał się po ruinach Petry bez śladu zmęczenia.
Monastyr jest jedna z większych budowli w mieście. Fasada przypomina nieco Skarbiec, ale jest większa i mniej zdobiona. W zasadzie nie za bardzo wiadomo czemu budowla tak się nazywa. Była wykuta jako świątynia ku czci jednego z nabatejskich królów. Tak czy owak pięknie tu dookoła. Nawet grupka Japończyków przywieziona na górkę na osiołkach była zachwycona widokami i kilkadziesiąt minut fotografowała wszystko dookoła. Czas płyną bardzo szybko a do hotelu mieliśmy przecież kawał drogi.
Około 17-18 Petra pustoszeje. Znikają nie tylko turyści, ale także żyjący z nich Arabowie. Szliśmy w dół nieco szybciej i tym razem od czasu do czasu brałem już Krzysia na barana, ale miał już zapowiedziane, że to ostatnie takie wczasy. Mój kręgosłup nie jest ze stali, a Krzyś waży juz ponad 30 kg i będzie ważył coraz więcej ;)
Mniejsza ilość turystów i cieplejsze światło ułatwiały fotografowanie okolicy i nawet wspiąłem się na górę naprzeciw amfiteatru by mieć lepszy widok na okolicę. Przy bramach Petry byliśmy dokładnie w momencie zachodu słońca. Wykorzystaliśmy zatem czas maksymalnie ;) Nie mieliśmy ochoty wchodzić do miasta po asfalcie więc wjechaliśmy taksówką za 1,5 JD.
Na ulicach tego dnia cały czas królowały tajskie dziwolągi i biegał za nimi cały czas tłum wrzeszczących wyrostków. Spotykaliśmy taki korowód kilkukrotnie, również w czasie zwiedzania ruin.
Uwieńczeniem wieczoru była projekcja Indiany Jonesa w hotelowym pokoju. Szef przyniósł nam do pokoju video wielkości mniej więcej telewizora. Chyba jedno z pierwszych w ogóle wyprodukowanych. Po wielu trudach udało mu się połączyć obie skrzynki i na ogromnym kineskopie, podobno kolorowym oglądaliśmy angielską wersję filmu, co w niczym nie przeszkadzało Krzysiowi cieszyć się jak to dziecku ;).
Zobacz zdjęcia:
Jordania
Jordania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

















