Jordania 2005 - część III
Jordania 2005 - część III


Piotbula2007-02-13 19:48:20
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
zamian podesłał kolegę z nissanem patrolem w nieco gorszym stanie niż toyota Jafara. Kolega był miły, ale jego znajomość angielskiego ograniczała się do kilku słów, podobnie jak moja arabskiego ;)
Nie mieliśmy zatem tłumacza, ale i tak całkiem nieźle ponarzekaliśmy wspólnie z Beduinami na ciężkie życie na gorącej pustyni i w zimnej dalekiej Polsce ;). Beduini musieli chyba powozić kilku Francuzów na wielbłądach po okolicy gdyż byli mimo wszystko zadowoleni z całego dnia pracy. Herbata parzona na ognisku smakowała wybornie.
Z nowym kierowcą pojechaliśmy w pustynię odwiedzając kolejne, żelazne punkty programu. Najpierw nabatejskie malowidła na skałach. Są one dowodem na panowanie na tych terenach Nabatejczyków, których największym dziełem była Petra, która mieliśmy jeszcze zobaczyć.
Pojechaliśmy tez do Studni Lawrenca, gdzie znajduje się nabatejski "akwedukt" wykuty w skałach, którego zadaniem było odprowadzać wodę z opadów do zbiornika w skale.
Byliśmy też na czerwonych wydmach. Polecam wszystkim wspinaczkę na szczyt wydmy z intensywnie pomarańczowego piasku. Widoki z góry na okoliczne skały pozwalają ocenić choćby odrobinę potęgę pustyni. Piasek jest tak gorący, że bez butów można nabawić się pęcherzy na stopach od poparzeń. Nawet w sandałach szło mi się bardzo trudno.
W końcu trafiliśmy do miejsca noclegu. Spośród licznych pól namiotowych my trafiliśmy na Palm Camp. Oprócz nas była jeszcze para starszych Brytyjczyków. Po chwili przyjechał Jafar z dwoma młodymi Niemkami. Wolał wozić bogate kapitalistki niż "prawdziwych" turystów ;). Nie ma się co dziwić, u nas szans na napiwek nie miał żadnych ;))
Mogliśmy wybrać czy chcemy spać w dużych namiotach na kanadyjkach, czy w małych szałasach na dywanach i oczywiście woleliśmy pustynną glebę. Zostawiwszy bagaże zabraliśmy się z Brytyjczykami i ich przewodnikiem na wzgórza za obozem, by podziwiać zachód słońca i muszę przyznać, że to jeden z piękniejszych zachodów słońca jakie widziałem. Okoliczne skały oświetlane zachodzącym słońcem, wracające w oddali przez pustynie karawany wielbłądów, cisza zakłócana jedynie podmuchami wiatru i ogrom wolnej i dzikiej przestrzeni wytwarzały niesamowity nastrój. Patrzyliśmy z otwartymi ustami na schodzące coraz niżej słońce. Słońce zaszło, a zaraz pojawił się księżyc w pełni. Dalej było więc widno a widoki wciąż niesamowite.
Wróciliśmy jednak szybko do obozu na kolację. Dostaliśmy pysznego kurczaka z ryżem i bukietem warzyw i pysznym jogurtem. Smakowało wszystkim, tym bardziej że jedliśmy przy świetle lamp naftowych. Do pustynnej łazienki i toalety mogliśmy jednak pójść tylko dzięki mojej czołówce ;)
Poszliśmy jeszcze przed snem na pustynię na nocną sesję fotograficzną, która trwała dość długo biorąc pod uwagę, że każde zdjęcia trzeba było naświetlać około 30 sekund. Rzadko widzi się tyle gwiazd jak na pustynnym niebie.
Zobacz zdjęcia:
Jordania
Jordania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj


















Marek, 2007-11-07 20:27:13