Jordania 2005 - część I
Jordania 2005 - część I


Piotbula2007-02-13 19:40:18
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.80 z 5.00. 5 głosów oddanych
od osoby i tyle zapłaciliśmy, ale naciągnął nas nieźle na herbacie. To jedna z droższych herbat w moim życiu ;)
Mieliśmy do przejechania 150 km, a autobus jechał ponad 3 godziny. Nie był on pierwszej nowości, a poza tym dość często zatrzymywały nas kontrole. Na mocno uzbrojonych posterunkach sprawdzano bardzo dokładnie dokumenty w obawie przed zamachami. Co ciekawe nasze paszporty też były wertowane skrupulatnie.
O 12.00. byliśmy w Nuweibie. Miasteczko bardzo przygnębiające. Zniszczone domy, zamknięte hotele tworzyły smutny krajobraz uzupełniany śmieciami i brudem. Cieszyłem się, że nie musimy tu zostawać na dłużej. Wspólnie z Rachel, podróżującą też do Jordanii szybko znaleźliśmy przystań promową. Trochę z boku znajdują się kasy i tu lekko nas zaskoczyli cenami. Za normalny musieliśmy zapłacić 41 USD, a ulgowy dla dzieciaka 29 USD. Była tez możliwość płynąć szybkim katamaranem, ale za 55 USD. Wszyscy wybraliśmy opcje tańszą.
Po kontroli bagażu i otrzymaniu pieczątek zastanawialiśmy się co dalej, ale po krótkiej chwili pokazano nam autobus, który zawiózł nas do promu. Powinien on odpływać o 13.00. ale już z wcześniejszych podróży po krajach arabskich wiedziałem, że czasu maja tu więcej... Po małych kłopotach ze znalezieniem wolnego miejsca w economic class, usiedliśmy w końcu na trzecim poziomie, wokół stolika na fotelach i tak siedzieliśmy jeszcze ze dwie godziny. Zabrano nam paszporty, które mieliśmy otrzymać dopiero w Jordanii. Około 15.00 prom ruszył na północ. Zagraliśmy w wojnę i nieco pogadaliśmy z młodą Amerykanką z Colorado. Rafał nawet zaczął snuć plany o małym rancho w USA ;). Rachel była w trakcie rocznej podróży dookoła świata. Zaczęła w Egipcie i teraz lądem przez Bliski Wschód, Europę Wschodnią i Rosje zamierzała dotrzeć do Indochin. Z pokładu statku było w pewnej chwili widać wybrzeża czterech krajów - Egiptu, Jordanii, Izraela i Arabii Saudyjskiej. Po trzech godzinach dotarliśmy do kolejnego z nich - Jordanii. Słonce zachodzące za egipskimi górami oglądaliśmy jednak z pokładu promu, ponieważ już w porcie musieliśmy czekać ponad godzinę na załatwienie wszystkich formalności. Okazało się, ku naszemu zaskoczeniu, że w cenie biletu mieliśmy już zapłaconą wizę jordańską, która kosztuje normalnie 10 USD, a może nawet 10 jordańskich dinarów ( 1 USD = 0,7JD ).
Po dłuższych poszukiwaniach i targach znaleźliśmy kierowcę, który za 2 JD zawiózł nas do centrum Akaby. Bez problemów znaleźliśmy miejsca w hotelu Jordan Flower Hotel. Jedynka dla Rachel kosztowała 6 JD, a nasza dwójka z łazienką i TV - 8 JD. Po chłodnym prysznicu zmęczenie podróżą zniknęło i mogliśmy poszukać miejsca na obfity posiłek. Najpierw, jeszcze w hotelu, dostaliśmy powitalną arabską herbatkę. Potem w knajpie na świeżym powietrzu zakupiliśmy szałarmy po 0,5 lub 1 JD - zależnie od wielkości. Cały pieczony kurczak kosztował 4 JD, a małe puszki Pepsi - 0,2 l - 0,2 JD.
Z pełnymi żołądkami urządziliśmy sobie spacer po miasteczku w poszukiwaniu piwa ;). Nie takie to łatwe w arabskim kraju, ale ponieważ Akaba to kurort również dla turystów zagranicznych, więc w końcu znaleźliśmy mały sklepik z alkoholami. Znaleźliśmy też miejską plażę z widokami na izraelski kurort Eilat, pięknie oświetlony nocą. W końcu zmęczenie zwyciężyło i dość wcześnie padliśmy do łóżek.
Zobacz zdjęcia:
Jordania
Jordania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















