• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Tanzania 2003 - 3 tydzień

kk Wyświetlono: 815 razy 2004-05-17 14:17:03
  Ocena:2.74 (121 głosów)


Relacja z 20 dniowej wyprawy trasą: Polska - Wielka Brytania - Kenia - Tanzania - Wielka Brytania - Polska
Dzień piętnasty - 16 luty 2003

Dar es Saala

Odległe głosy wyrywają mnie z niezbyt spokojnego snu. Muzyka, która dudniła za oknami podczas zasypiania ciągle gra. Jest już piąta, czas więc spakować wszystkie rzeczy i przygotować się do wyjścia po śniadaniu na dworzec autobusowy. Kiedy przecieram jeszcze zaspany oczy, do pokoju wpada Alek krzycząc, że jesteśmy zamknięci od zewnątrz a w hotelu nie ma żywej duszy. Śniadanie przestało się liczyć, teraz trzeba znaleźć rozwiązanie zagadki, jak wydostać się na zewnątrz. Ratuje nas stróż, który kręci się przed hotelem, w tym samym czasie przybiega zaspany kucharz głośne przepraszając, że zaspał. Niestety na śniadanie nie mamy ani czasu ani ochoty. W piętnaście minut dochodzimy do dworca autobusowego, tam od razu wita nas obsługa i prowadzi do odpowiedniego autobusu (nie wyobrażam sobie czegoś takiego u nas), jadącego do Dar es Saalem. Linia, do której należy nasz autokar wydaje się być ekskluzywna w tutejszym tego słowa znaczeniu i da się zauważyć, że niewiele osób stać na bilet za równowartość 12$. Podróż trwa osiem godzin, mimo, że kierowca jak zaklęty nie zdejmuje nogi z gazu. Trzeba jednak wziąć pod uwagę dystans dzielący Moshi i Dar es Saalem. Odległość ta wynosi około 670 km. Około 14 dojeżdżamy do nieoficjalnej stolicy Tanzanii (oficjalnie jest nią Dodoma). Żeby dostać się do portu bierzemy dwie taksówki.

Oczywiście nie może zabraknąć próby naciągnięcia nas na 1500 TSh, ale Alek twardo stawia się, a właściwie siada w taksówce i nie daje się oszukać. W mieście ciągle jesteśmy otaczani przez tłum naganiaczy, którzy nie dają nam spokoju, aż do momentu, kiedy pod opiekę bierze nas pracownik ochrony portu. Teraz spokojnie możemy odpocząć czekając na prom na wyspę Zanzibar. Jest to ostatni wodolot w dniu dzisiejszym, dlatego cena biletu wynosi aż 35 $ od osoby. Muszę przyznać, że wart jest jednak swojej ceny. Jazda to była przednia:). Stojąc na dziobie, czuję jak z prędkością ponad 80 km/h wodolot rozcina fale unosząc się ponad wodami Oceanu Indyjskiego. Nie mijają dwie godziny, gdy naszym oczom ukazuję się pierwsze budynki Zanzibar Stone Town. W porcie czeka już na nas zaprzyjaźniony człowiek naszego znajomego z "MEM Tour". Nie chcemy żadnych przewodników, ale wydaję się być sympatyczny, więc postanawiamy dać mu szansę. Później nie żałowaliśmy tej decyzji. Po załatwieniu formalności w biurze imigracyjnym jedziemy wynajętym minibusem do hotelu "VUGA". Hotel mieści się w starym budynku, pamiętającym czasy kolonialne.

W pokojach stoją łóżka zwieńczone baldachimami i moskitierami, wszystko wygląda dość stylowo. Po negocjacjach ustalamy cenę na poziomie 8 $ od osoby, w cenie wliczone śniadanie. Szybko rozpakowujemy się w pokojach i ruszamy na zwiedzanie miasta przy świetle księżyca.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
TanzaniaWybierz obszar który Cię interesuje

TanzaniaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju