Relacja z 20 dniowej wyprawy trasą: Polska - Wielka Brytania - Kenia - Tanzania - Wielka Brytania - Polska
Tanzania 2003 - 3 tydzień
Kk2004-05-17 14:17:03
Wyświetlono razy (ostatnio: )
O 14 przyjeżdża nasz kierowca z Zanzibar Town. Szybko pakujemy się do auta i po godzinie docieramy do portu. Rzeczy zostawiamy w biurze podróży u naszego znajomego. Do promu mamy kilka godzin, więc Krzysiek z Asią idą zrobić ostatnie zakupy a Magda, Alek i ja decydujemy się jeszcze raz odwiedzić owocowy ryneczek.
Robimy parę ostatnich zdjęć i ruszamy w labirynt uliczek skalnego miasta. Po drodze odwiedzamy placyk, gdzie przygotowuję się owoce morza. Najedzeni wracamy do biura po rzeczy i już wszyscy razem udajemy się w kierunku portu, skąd odpływa prom na kontynent. Tu jak zwykle musimy odganiać się od ludzi oferujących się jako tragarze, sprzedający bilety po niższych cenach (oczywiście ważne tylko dla obywateli Tanzanii). Bilet kupiliśmy już wcześniej, tak, że po wymeldowaniu się w biurze imigracyjnym idziemy od razu zaokrętować się na nasz prom "Flaying horse". Nasz pokład wyłożony jest miękkimi materacami, tak, że podróż na pewno nie będzie męcząca. Noc spędzamy na oceanie. Dopiero o 6 rano przybijamy do brzegu w Dar es Saalam.
Dzień dwudziesty - 21 luty 2003
Powrót
A oto i nadszedł dzień, którego każdy najbardziej się obawiał. Dzień wylotu do kraju. Czas pożegnać czarny ląd.
Łagodne kołysanie promu nie pozwala mi już dłużej spać. Dochodzi godzina piąta rano. Krzysiek też ma już dość snu, więc razem schodzimy na dolny pokład do klasy ekonomicznej. Panuje tu niemiłosierny zaduch, powietrze jest tak gęste, że można je krajać nożem. Cieszę się, że jednak na naszym piętrze wciąż działa klimatyzacja. Przechodząc dolnym pokładem trzeba być bardzo ostrożnym, żeby nie nadepnąć nikogo ze śpiących. Ludzie leżą na fotelach i ławach, a także między nimi. Niektórzy mają gąbki i materace, które rozłożyli w przejściach.
Punktualnie o 6.00 prom zawija do portu w Dar es Saalam. Na brzegu czeka na nas umówiony taksówkarz, z którym po burzliwych negocjacjach jedziemy na lotnisko. Lot do Londynu trwa jedyne 10 godzin i przebiega bez większych zakłóceń. Na śniadanie dostajemy niemałą porcję wołowiny z fasolką i ziemniaczkami. No cóż, czas znów zacząć przyzwyczajać się do europejskiej kuchni. W Londynie mamy półtora godziny przerwy do kolejnego samolotu lecącego do Warszawy. Czas oczekiwani nieco się jednak wydłużył, gdyż załoga jeszcze nie dotarło. Ostatnio głośno było o pilotach British Airways, którzy prowadzą samolot pod wpływem alkoholu. Tym razem mamy jednak szczęście i po dwóch godzinach lądujemy cało na Okęciu. Odprawa przebiega wyjątkowo sprawnie i około 23 siedzimy już w samochodzie Magdy jadąc w kierunku Wrocławia. 22 lutego o godzinie 3.40 przekraczam próg mojego domu i tak kończy się nasza afrykańska przygoda. Czas przygotować kolejną...
Zobacz zdjęcia:
Tanzania
Tanzania - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




























