Relacja z 20 dniowej wyprawy trasÄ…: Polska - Wielka Brytania - Kenia - Tanzania - Wielka Brytania - Polska
Tanzania 2003 - 1 tydzień
Kk2004-05-17 14:14:07
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
rozumieć, jak łatwo w takich warunkach mały błąd może zakończyć się śmiercią. Kiedy dzisiaj przywołuję w wyobraźni obraz krzyczącego przewodnika, że to już Stella Point, czyli krawędź krateru położony na wysokości 5600 m. n. p. m., mam wrażenie ze to wszystko nie wydarzyło się na prawdę, że to był tylko sen, nierzeczywisty, miejscami przeradzający się w koszmar. Kiedy siedzieliśmy odpoczywając na Stella Point, mieliśmy świadomość, że do szczytu pozostaje już tylko 200 m. Mimo skrajnego wyczerpania wiedziałem, że dam radę, że zdobędę najwyższy szczyt Afryki.
Po godzinie dość płaskiej drogi krawędzią krateru jestem wraz z Asią i Alkiem na szczycie. Uhuru Peak zdobyte, wszystko staje się nieważne, cały trud i wysiłek jakby w ogóle nie istniał. Jestem szczęśliwy! Szczęście jednak nie trwa wiecznie i schodząc, a właściwie zbiegając (czyn na tyle nierozważny, że wart nagany) rozpędzam się do tego stopnia, że aby zahamować muszę ratować się upadkiem, co stanowi małą przyjemność w powulkanicznym żwirze. Moja głowa zatrzymuje się w niewielkiej odległości od sporego kamienia. Ufff, i znów dopisało mi szczęście. Lekko oszołomiony upadkiem i chorobą wysokościową zaczynam schodzić wspierając się na ramionach przewodnika i jednego z tragarzy. Zejście a właściwie zjazd do "Barafu hut" zajmuje nam niespełna dwie godziny. Od razu po powrocie wczołguję się do namiotu i zasypiam, tak że nawet nie wiem kiedy wracają Asia z Alkiem idący za mną. Magda z Krzyśkiem przybyli do obozu wcześniej, ponieważ zaczęli schodzić po osiągnięciu "Stella Point" i dzięki temu wreszcie mieli trochę czasu na nawiązaniu kontaktu z naszymi tragarzami, którzy czekali na nas w obozie czwartym.
Z głębokiego snu budzi mnie dopiero nasz kelner wołający nas na obiad. Wstaję, choć na jedzenie nie mam kompletnie ochoty, przełknąć potrafię tylko kilka owoców. Zaraz trzeba się pakować, aby jeszcze dzisiaj zdążyć dotrzeć do obozu "Mweka hut" położonego na wysokości 3100 m. n.p.m. To kolejne kilka godzin marszu, ale im niżej schodzimy tym czujemy się lepiej. Choroba wysokościowa powoli ustępuję i gdy docieramy do obozu, nie ma już po niej śladu. Po trzech godzinach schodzenia naszym oczom ukazuje się las z ślicznie między drzewami ulokowanym miejscem na camping. Z obozu mamy możliwość ostatniego spojrzenia na białe śniegi Kilimandżaro błyszczące w promieniach zachodzącego słońca. Powoli trzeba zacząć oswajać się z myślą, że opuszczamy tą wspaniałą górę.
Zobacz zdjęcia:
Tanzania
,
Kenia
Tanzania - wybierz obszar, który cię interesuje:















































