Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.
Robert Wasilewski i Kamila Grączewska
www.liberwig.republika.pl
Lądem do Singapuru - W Laosie, jak w Laosie



Liberwig2007-01-31 14:08:59
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
CZWARTEK
Znów od rana deszcz, to zaczyna być nudne i męczące. Autobus do Luang Prabang odjeżdża o 12.00 – 35.000 kipów. Z hotelu do dworca jest zaledwie z 50 metrów, ale i tak przemokliśmy prawie do suchej nitki. Po wejściu do autobusu odetchnęliśmy z ulgą – był na tyle stary, że nie miał klimatyzacji. Niestety współczynnik „pe-cha” znów dał znać o sobie – autobus nie był zapełniony nawet w połowie i zostaliśmy przerzuceni do furgonetki, gdzie tym razem o jakimkolwiek marnowaniu wolnego miejsca nie ma już mowy – siedzenia są mikroskopijne i znów czeka mnie kilka godzin z kolanami pod brodą.
Zaraz się wścieknę, jedziemy już ponad dwie godziny z wszystkimi oknami otwartymi na przestrzał. Oprócz nas jedzie jeszcze sześciu tubylców płci obojga i wszyscy pootwierali okna. I tak jest dosyć zimno, cały czas mży lekki deszcz i jeszcze ten przeciąg. Przed nami, na siedzeniu obok kierowcy jakaś młoda idiotka z dwójką małych dzieci, które cały czas trzymają głowy za oknem, a ich mamusia jest zachwycona. Za nami i po bokach też nie lepiej – starsze babcie, które chyba pierwszy raz w życiu jadą samochodem i chcą w związku z tym w pełni przeżyć to pasjonujące i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie – również z głowami na zewnątrz. Powyciągaliśmy w plecaków wszystko co się dało, ale to niewielka pociecha. Na dworze jest wystarczająco zimno już bez tego przeciągu jaki powstaje w jadącym samochodzie przy otwartych oknach. Ledwo się przez noc trochę podkurowałem, a tu znów się zaczyna, tym razem już oboje zaczynamy kaszleć, a Kamilę boli to „przeziębione” kolano, bo przez ten ścisk nie może wygodnie ułożyć nogi. Jeden z Laotańczyków znał trochę angielski i poprosiłem go o przymknięcie okien, tłumacząc, że jesteśmy lekko chorzy. Po krótkiej wymianie zdań wszyscy pokręcili odmownie głowami i z minami obrażonych jamników, tym razem już czysto złośliwie
...
Ja Laos i ludność wiosek wspominam bardzo miło,staraliśmy się mieszkać w dzungli i ludzie byli otwarci i mili, szybko sie zaprzyjazniali...dopiero w miejscach takich jak Lua Prabang, czy Vientiane wychodziła cała komercja ...wszystko na sprzedaż...prawdopodobnie przez "turystów" takich jak ty ;) których więcej tam niż tubylców.
Dla zainteresowanych...Laos, to naprawde miłe miejsce, jesli tylko postarcie się unikać miejsc opisanych w przewodniku Pascala. pozdrawiam
nec, 2007-05-27 15:17:25
Zobacz zdjęcia:
Laos
Laos - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj























Globtraker, 2008-01-14 12:06:14