• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28724
  • Porad: 18793
  • Postów: 115536
  • Tematów: 10546

Lądem do Singapuru - One night in Bangkok

Liberwig Wyświetlono: 1431 razy 2007-01-31 12:38:46
  Ocena:2.09 (166 głosów)


Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.

Robert Wasilewski i Kamila Grączewska

www.liberwig.republika.pl

23.06 CZWARTEK
Kilka minut przed piątą budzimy się w Bangkoku. Jest jeszcze ciemno, dworzec raczej nie leży w centrum miasta. Iris proponuje złapać taxi na Khao San Road – rejon tanich hoteli, ale po kilkuminutowych negocjacjach z taksówkarzami dajemy sobie spokój. Jakaś młoda Tajka z autobusu oświeca nas, że niedaleko jest dworzec miejskich autobusów i nr. 3 zawiezie nas na Khao San. Po przejściu kilkuset metrów autokarowym parkingiem jesteśmy przy miejskich autobusach. Płacimy 18 bathów (na szczęście wymieniliśmy sobie wcześniej kilka dolarów w Laosie i teraz nie musimy szwendać się szukając kantoru) i po pół godzinie jazdy pasażerowie wskazują nam właściwy przystanek przy Ratchadamnoen Road. Przechodzimy na drugą stronę ulicy i jesteśmy na Khao San.
Hotelu szukaliśmy prawie dwie godziny – szwendaliśmy się od jednego, do drugiego, ale ceny nie były zachęcające. Iris gdzieś przepadła – chyba się skusiła na któryś z wcześniej mijanych. Kamila została z plecakami na ławce w bocznej uliczce, ja poszedłem szukać dalej. Khao San o pół do siódmej rano podobne jest do dziwki na kacu. Nowy dzień jeszcze się w pełni nie zaczął, a ulicą snują się niedopite i niedoćpane osobniki płci obojga. I nawet czasami nie bardzo byłem w stanie rozpoznać jakiej. Z identyfikacją dwóch najdalej 20 latek, które rzuciły mi się bezceremonialnie na szyję nie miałem kłopotów – kobiety na 100%. Jedna rasy tutejszej, druga ewidentnie biała – obydwie nawet ładne (chociaż przebieg spory) i niesamowicie zdeterminowane – widocznie bez większego powodzenia czekały na frajerów całą noc i teraz na mój widok musiały sobie sporo obiecywać. Były koszmarnie namolne, ciągnęły mnie za ręce kilka razy mimo, iż odganiałem je dosyć zdecydowanie. Dowiedziałem się przy okazji, że tutejsze odmiany trypla i innych syfów można sobie zafundować dosyć tanio – już po minucie tej niezwykle profesjonalnej autopromocji (obie podkasały na kilka sekund swoje minispódniczki, abym mógł się przekonać, że są bez bielizny) gotowe były na każdy rodzaj seksu za jedyne 10$. Przypomniał mi się kawał z „Dzienników” Kisiela – ile kosztuje prostytutka w Rosji – 11 rubli, ona rubla i prezerwatywa 10. Tu potrzeba byłoby chyba z 10 prezerwatyw, jedna na drugą i też nie wiadomo, czy coś by pomogło. Na koniec zbluzgały mnie i wreszcie znikły w bramie. Jak na pierwsze pół godziny w tym miejscu, to nawet niezły początek. W końcu wybraliśmy hotel Wally House – 160 bathów (1$ - 40 bathów), pokój raczej nędzny, na korytarzu niezbyt czysta, pełna moskitów toaleta z zimną wodą. Przy okazji poznajemy dwójkę rodaków – Michał i (??) jeździli kilka miesięcy po Afryce i teraz przylecieli do Azji – po obejrzeniu naszego hotelu postanowili jednak poszukać innego miejsca.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
TajlandiaWybierz obszar który Cię interesuje

TajlandiaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju