Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.
Robert Wasilewski i Kamila Grączewska
www.liberwig.republika.pl
Lądem do Singapuru - W Kuala Lumpur budują wysoko...



Liberwig2007-01-31 11:57:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 2.33 z 5.00. 3 głosów oddanych
uczyć boleśnie od zera – najpierw jest to lekko przerażające, potem już ta rutyniarska pewność, że najdalej po 3-4 dniach będę po nim śmigał prawie tak swobodnie, jak po Warszawie.
Po powrocie do hotelu poszedłem na targowisko przy McDonaldsie, gdzie odnalazłem gościa ze statywami. Tym razem spokorniał i sprzedał mi statyw za 40RM, ¼ poprzednio żądanej ceny. Obiad w tej samej knajpie (niedoszacowałem wartości swojego talerza o 0.5RM) i pod wieczór kolejką podjechaliśmy pod Petronasy, skąd kilka minut po 20-tej pomaszerowaliśmy w kierunku KL Tower. Obyło się już bez błądzenia, aczkolwiek dojście tam zajęło nam prawie pół godziny – ostatni bilet sprzedają o 21.30.
Totalne rozczarowanie, cały efekt popsuty przez palące się wewnątrz światła odbijające się od szyb, co ogranicza widoczność o połowę. Cholera, wywalili taką wieżę (276 metrów), a nie mogli sensownie rozplanować oświetlenia, aby nie dawało refleksów. Niby potrafią zaimponować rozmachem tych budowli, ale zawsze schrzanią cały efekt jakimś głupstwem. Zmarnowane 15RM.
Około 22.00 byliśmy z powrotem pod Petronasami, kręcąc się dookoła w poszukiwaniu jakiegoś wysokiego budynku do którego dałoby się wejść, aby z jego szczytu złapać lepszy widok, ale bez rezultatów. Przy jednym ucięliśmy sobie krótką pogawędkę z grupą pilnujących wejścia ochroniarzy – Gurkhów, niestety nie mogli nas wpuścić do środka i widać było, że jest im równie przykro, jak nam.
7.07. CZWARTEK
Znów zaspaliśmy przez te cholerne nocne hałasy. Ja już troszkę do tego przywykłem, ale Kamila ciągle bardzo źle to znosi. Zdążyliśmy na szczęście załatwić przynajmniej wizy tajskie – 100RM, odbiór jutro. Wcześniej musiałem zrobić zdjęcia do formularza (10 sztuk – 12RM) i kiedy się zobaczyłem na odbitkach o mało nie padłem. Zdawałem sobie sprawę, że schudłem, ale to co zobaczyłem na zdjęciu... Jeszcze mi tej wizy nie dadzą, bo pomyślą, że jakiś narkoman na wykończeniu, o cholera...
Wieczór dla odmiany w okolicach Merdeka Square i starego ratusza z czasów kolonialnych. To bardzo miłe miejsce, zachód słońca jest tu wspaniały. Potem postanowiliśmy przejechać się po mieście kolejką LTR, ale po 2 stacjach w tę i z powrotem porzuciliśmy ten zamiar – bilety są jednak dosyć drogie (od 1.2RM do 2.6RM – w zależności od trasy i linii obsługującej), a kierunek wybraliśmy niezbyt ciekawy – do stacji Pudu Star.
8.07 PIĄTEK
Ostatni dzień w Kuala Lumpur. O 7.30 wymeldowaliśmy się z hotelu (z pewną ulgą), za przechowanie bagaży pani w recepcji zażądała po 2RM. Skandal.
Punkt ósma byliśmy w Petronasach, biuro wydające bezpłatne wejściówki mieści się na poziomie „-1”, zresztą nie musieliśmy szukać długo, kolejkę widać było z daleka. Przed nami już jakieś 100 osób, ale powinniśmy się załapać.
Kilkanaście minut po 9-tej byliśmy na moście. Wszystko trwało raptem 10 minut, rotacja jest spora – kilkunastoosobowe grupy mijają się windami śmigającymi w dół i w górę, ale warto i bynajmniej nie tylko dlatego, że za friko. Mieliśmy „pe-cha” jak zwykle, bo w powietrzu wisiała lekka mgła, ale i tak widok z wysokości ponad 280 metrów jest ciekawy. Kuala Lumpur to dosyć nowe miasto, jeszcze 150 lat temu była tu tylko górnicza osada u zbiegu „dwóch rzek błota” jak tłumaczy się nazwę stolicy.
Najniższe kondygnacje Petronasów to olbrzymie centrum handlowe – setki sklepów i restauracji. Obiad w jednej z nich dosyć drogi – 11.5RM za wegetariańskie dania na zimno, nic ciekawego.
Kilka minut po 11-tej odebraliśmy nasze wizy i wróciliśmy do Chinatown, skąd autobusem nr 11 ponownie pojechaliśmy do jaskini Batu.
Zobacz zdjęcia:
Malezja
Malezja - wybierz obszar, który cię interesuje:












































