Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.
Robert Wasilewski i Kamila Grączewska
www.liberwig.republika.pl
Lądem do Singapuru - Singapur - Państwo jak z Korwina



Liberwig2007-01-31 11:30:09
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 2 głosów oddanych
Front, skąd pakujemy się do autobusu, jak się okazuje darmowego, którym po 20 minutach dojeżdżamy na wyspę. Pomiędzy poszczególnymi dostępnymi tam atrakcjami kursuje kilka lokalnych linii autobusowych oznaczonych kolorami. Zdecydowaliśmy się na Underwater World aquarium – 20$S. Dosyć długi, kilkudziesięciometrowy zatopiony częściowo przeszklony tunel daje jakie – takie złudzenie suchego nurkowania. Szkoda tylko, że nie jest to jeden zbiornik, a kilka oddzielnych, aby zapewnić separację żyjących tam gatunków – istnienia niektórych okazów nawet nie podejrzewaliśmy. Największe wrażenie zrobiły na nas ryby w kolorze srebrny/złoty metalic wyglądające jak spłaszczone ludzkie czaszki (tylko trochę większe) – prawdopodobnie drapieżniki i wyglądają naprawdę makabrycznie. Ruchomy chodnik wewnątrz tworzącego okrąg tunelu wymusza cofanie się co kilkanaście sekund – trochę przesadzają z tym luksusem.
Po wyjściu z aquarium podjechaliśmy do innego miejsca, na występ tresowanych delfinów albinosów. Tym razem już totalne rozczarowanie, aż trudno uwierzyć, że w tym miejscu, gdzie wszystko jest nastawione na dążenie do doskonałości odstawili taką partaninę. Zamiast przyzwoitego basenu o dobrej widoczności, małe jeziorko – bajorko o zamulonej wodzie, przezroczystość porównywalna do smoły. Delfin zanurzył się na 10cm i tyle go widzieli. Aby cokolwiek zobaczyć, trzeba było zostawić swoje krzesło i po chwili wszyscy tłoczyli się przy brzegu. Niewiarygodne, widziałem ciekawsze delfinaria w państwach dużo biedniejszych od Singapuru. Cóż, gdyby świat był tak 100% logiczny, to można byłoby umrzeć z nudów...
Po powrocie z Sentosy, wieczór spędziliśmy spacerując po Chinatown, a potem do późnej nocy kręciliśmy się jeszcze między wieżowcami w centrum. Przy okazji lekkie spięcie – Kamila zapomniała wymienić US dolary na singapurskie i zapowiada się, że nie zdążymy na ostatnią kolejkę MTR do dworca kolejowego. Mieliśmy do północy być już na terminalu granicznym, tymczasem dopiero po jedenastej wskoczyliśmy do kolejki na stację Tanjong Pagar, w okolicy dworca kolejowego. Przechowalnia była już zamknięta i musieliśmy czekać kilka minut, aż ktoś znajdzie klucz. Na szczęście zdążyliśmy jeszcze na ostatni pociąg do stacji Woodlands. Jesteśmy potwornie zmordowani, od dworca kolejowego do stacji MTR jest jednak spory kawałek, poza tym mamy porządnie w nogach tych kilkanaście godzin latania po Singapurze. Szkoda, że byliśmy tu tylko jeden dzień, bo ta niewielka wyspa zasługuje co najmniej na drugie tyle, ale niestety nie jesteśmy „jednostkami budżetowymi” i w przeciwieństwie do rządu nie możemy sobie pozwolić na deficyt. Na szczęście Kamila jest tak zachwycona tym podwodnym akwarium, że nawet nie wypomina mi tego morderczego, całodziennego maratonu po wielkim mieście.
Zobacz zdjęcia:
Singapur
Singapur - wybierz obszar, który cię interesuje:










































maciej, 2008-09-11 11:22:26