• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28721
  • Porad: 18793
  • Postów: 115527
  • Tematów: 10544

Lądem do Singapuru - Kambodża dawniej i dziś, czyli nie od razu Angkor zbudowano

Liberwig Wyświetlono: 2128 razy 2007-01-31 10:42:58
  Ocena:1.94 (200 głosów)


Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.

Robert Wasilewski i Kamila Grączewska

www.liberwig.republika.pl

Pierwszy kontakt z tubylcami i od razu nabieramy do nich uprzedzenia. Nasz autokar, którym przyjechaliśmy wraca do Bangkoku, a my podzieleni na kilka mniejszych grupek dalej pojedziemy lokalnymi furgonetkami. Wcześniej kambodżańscy kierowcy zalecają nam wymianę dolarów w tutejszym kantorze. To też jeden z najdziwniejszych kantorów, jakie widziałem – żadnej tablicy z podanymi kursami, za to aż dwóch uzbrojonych żołnierzy. Kambodżański riel jest prawie bezwartościowy, unikają go sami obywatele tego kraju. Z naszego Lonely Planet wiemy, że większość cen hoteli i transportu podawana jest w dolarach, ale trudno będzie płacić dolarami o dużych nominałach za drobne zakupy. Pytam o aktualny kurs, ale kasjer zbywa mnie mamrotaniem - OK, OK. Wymieniam 25$ podając 50-kę. Facet w okienku namawia mnie do wymiany całości, w końcu bardzo niechętnie wydaje mi 25$ reszty i 100 tys. rieli. Czyli oferowany kurs to zaledwie jakieś 3000 rieli za dolara. Nasz przewodnik podaje, że powinno być co najmniej 4000, a przecież to wydanie sprzed roku, podczas gdy inflacja jest tutaj co najmniej dwucyfrowa. Chcę cofnąć tę transakcję, ale kasjer tłumaczy, że co najwyżej może dokonać wymiany w drugą stronę. Mam ochotę wyciągnąć tego małego karalucha zza okienka i zgnieść w palcach, ale insekt przezornie posyła ostentacyjne spojrzenia w kierunku uzbrojonych żołnierzy. Bandytyzm w biały dzień i to całkiem legalny. Trzeba tu będzie uważać na każdym kroku, to kraj w którym kilkanaście tysięcy byłych komunistycznych zbrodniarzy nadal jest na wolności, a niektórzy nawet ciągle pracują w aparacie państwowym.
Droga spod granicy tajskiej do Siem Reap to klasyk gatunku, chyba najgorsza droga na świecie. Pokryta rdzawym piaskiem przypomina te góry z Yahgshuo w miniaturce, dosłownie dziura na dziurze. Średnia prędkość jaką osiągamy, to w porywach 20km/h, a mimo to furgonetka podskakuje tak, że odbijamy się od ścian, podłogi i sufitu furgonetki jak piłeczki pingpongowe. W środku jest strasznie ciasno, plecaki zajmują cały tył pojazdu i siedzeń jest za mało, kilku z nas siedzi na niewygodnych i połamanych „dostawkach”. Za oknami monotonny krajobraz, tylko pola uprawne ciągnące się po horyzont, aczkolwiek ich niesamowicie fluorescencyjny zielony kolor przyciąga wzrok. Nigdy jeszcze nie widzieliśmy traw o tak intensywnie zielonym kolorze – kambodżańska zieleń, nawet tumany czerwonego kurzu wzbijane przez nasz bus w promieniu kilku metrów nie są w stanie jej przyćmić.
Dochodzi 19-ta, według rozkładu powinniśmy być już na miejscu, tymczasem podobno przejechaliśmy zaledwie 120 km, a od granicy do Siem Reap jest jakieś 200. Zatrzymaliśmy się na kolację w przydrożnej restauracji – ceny jak na Azję horrendalne. Puszka coli dolar. Smażone kluski instant (takie jak z torebkowej zupku) posypane kilkoma anemicznymi warzywkami – 8000 rieli.
Strona:  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:

Komentarze

  • Autor / 2010-07-19
    Do \"Michał\"

    Cóż, nie trzeba się zgadzać ze wszystkim - byłoby strasznie nudno. Poza tym nie zapominaj, że doświadczenia można mieć różne - nie prowadziłem jakichś profesjonalnych badań opartych na reprezentatywnych próbach, tylko opisywałem luźne wrażenia z aktualnej chwili. Cóż, na ogół silniej reagujemy na wrażenia negatywne niż pozytywne, zwłaszcza w stanie zmęczenia lub niewyspania.
    Pozdrawiam.

    Do \"ikonka\"
    A gdzie przeczytałaś, że nastawiałem się na to, że \"wolno mi wszystko\"? ;) Wydaje mi się, że moje niektóre reakcje były formą protestu przeciwko takiemu myśleniu prezentowanemu przez niektórych tubylców...
    Pozdrawiam.
  • ikonka / 2009-12-14
    Rok temu, przy okazji podrózy do Wietnamu, odwiedziłam równiez Kambodżę> Co prawda nie było to dogłębne spojrzenie na ten kraj, 4 dni to stanowczo za mało ale na tyle aby....No cóż , wyjeżdzając tam nalezy się liczyc z inna kultura z innym jedzeniem , z innym pjmowaniem świata przez mieszkających tam ludzi. Z pewnościa jesli ktoś nastawia sie na to że " jestem europejczykiem i wolno mi wszystko" bedzie zawiedziony. Z tym angielskim hmm no "jakby" go nie umieja , ja takie miałam doświadczenia, że brudno ,że bieda... prawda ale jak ma byc inaczej skoro oni tyle przeszli? cwaniaków jest wszędzie wielu , także tam...generalnie jednak sa przychylni. Drazniło mnie jednak bardzo natrętne żebractwo na każdym kroku.
  • Michał / 2008-02-07
    Witam wszystkich,
    dopiero co wróciłem z Tajlandii i Kambodży, w Polsce jestem dopiero od jakiegoś tygodnia. Niestety, ale nie zgadzam się z tym co napisał o Kambodży autor artykułu. To nieprawda że w Kambodży ludzie nie mówią po angielsku, ja nie miałem ŻADNYCH problemów z porozumieniem sie z miejscowymi. Ba, jedna dziewczynka, mniej więcej 13 letnia, którą spotkaliśmy w opisanych w artykule świątyniach potrafiła nawet co nieco po Polsku ! A jeszcze dziwniejsze jest to że zaczęła mówić do nas po Polsku, pomimo tego że nie wiedziała skąd jesteśmy. Co do świątyń, to nie prawda że bilety nie są kontrolowane, otóż SĄ, i według mnie nawet za często. Otóż bilet trzeba pokazywać nie tylko przy wjeździe ale i przed każdą świątynią.
    wschód słońca - byłem, nie polecam... słońce wcale nie wyszło zza świątyni, a po prostu pokazało sie na niebie jak było już dosyć jasno i nie było to nic zachwycającego. co tam jeszcze było...
    aha... jedzenie... autor zdecydowanie przesadza z krytyką, otóż jedzenie nie było takie złe jak to opisuje, a nawet dobre.

    NIE ZGADZAM SIĘ Z WIELOMA RZECZAMI NAPISANYMI PRZEZ LIBERWIG-a, I UWAŻAM ŻE JEGO SPOJRZENIE NA KAMBODŻE JEST BARDZO SUBIEKTYWNE.

    ZNAM JEDNĄ RODZINĘ, KTÓRA MA PODOBNE SPOJRZENIE NA TEN KRAJ JAK AUTOR... LUDZIE CI WYJEŻDŻAJĄ ZA GRANICE TYLKO ZE WZGLĘDU NA TO ŻE INNI WYJEŻDŻAJĄ.

    JA KAMBODŻE POLECAM ! ALE TRZEBA PAMIĘTAĆ CO SIĘ TAM DZIAŁO PRZEZ OSTATNIE LATA !
  • Gros / 2007-09-29
    Liberwig! Bawisz mnie setnie. Wreszcie podróżnik, który spogląda na rzeczywistość bez tej egzaltowanej poprawności międzykulturowej, która każe chwalić lub współczuć innym tylko dlatego, że są inni.
    Cwaniactwo i głupota są ponadnarodowe, więc nie myślmy o klice wyłudzającej po 2 dolce jak o barwnym przykładzie zaradności w niedemokratycznym kraju.
    Przez pierwsze dni w Maroku przepłacałem za taksówki kilkukrotnie i zawsze taksiarz żegnał mnie ironcznym uśmiechem (dalekim od szacunku). Musiałem dopiero jednego chwycić za bary, żeby zostać jego bratem (choć nie miał powodów, żeby się wystraszyć) :).

    Nie miałeś kiedyś wrażenia, że "Dzień świra" to film o Tobie? Ja owszem :)
    Pozdrawiam.
  • Pepe / 2007-08-03
    Niestety zgadzam sie z Nec, Robert fajnie pisze, ale wszystkich tam tylko podejzewa o podstep, oszustwo, cwaniactwo i zle intencje, nawet nie probujac zrozumiec ich mentalnosci i kultury. Do tego samemu uwazajac sie za osobe kulturalna wszedzie kreci dymy i poniza, obraza i poucza innych. Jednym zdaniem - takie widzi swiata kolo.. XD
  • nec / 2007-05-27
    czemu tak naskakujecie na popota, tylko wyraził swoją opinię. Przeczytałem relację z trasy Roberta i Kamili, sam niedawno zrobiłem podobną...i również mam wrażenie, że poznawanie nowych kultur, miejsc to chyba niejest ulubione zajęcie Roberta. Raczej szukanie dziury w całym...wyluzuj się i daj nieść przygodzie...no i przestań tyle czytać przewodniki, a rozejrzyj uważniej dookoła...przecież pięknie jest
  • Grzegorz / 2007-05-24
    Poplot, gdybys mial w glowie choc polowe tego co Robert, to moglbys sie uznac za szczesliwca. Nigdzie nie zauwazylem przepisanego przewodnika, a to co autor opisuje ma po prostu w glowie, mozna to poznac po swobodnym stylu i ilosci dygresji na tematy historyczne i nie tylko. To sie nazywa erudycja, zajrzyj do slownika co to slowo oznacza. Bardzo dobrze ze opisuje te drogi i hotele, bo to czasami przydaje sie innym podroznikom, do tego robi to dosyc ciekawie i nawet owe narzekania zdradzaja wysokie poczucie humoru autora reportazu.
    Ciekawe skad sie wziela ta wrogosc do autora i ten protekcjonalno-poufaly ton? Nie napisales nic o sobie, wiec ta "odwaga" w zaczepianiu Roberta wynika tylko z anonimowosci.
  • Magda / 2007-05-03
    Kolego Polpot, zamieść swoje zdjęcie i jakiś komentarz podróżniczy od siebie, ja chętnie to ocenię. Wiele może wskazywać na to, że oprócz talentów awanturniczych nie posiadasz żadnych innych.
    Ca?y czas zaskakują mnie komentarze anonimowych pseudointelektualistów. Po co zabierasz g?os jak nie masz nic ciekawego do powiedzenia?
    Nie podoba się to nie czytaj i nie zaśmiecaj internetu swoimi refleksjami.
  • polpot / 2007-05-02
    i po cos ty tam pojechal nieboraku? Umeczyles sie, caly czas chodziles wkurzony na tych "leni z mozgiem osla". Opisales nam stan drog i wyglad busow oraz przepisales kawalek przewodnika, zeby sie wykazac wiedza. Daj sobie Robus spokoj z tymi podrozami, albo przynajmniej nie zasmiecaj internetu swoimi glebokimi refleksjami.
KambodżaWybierz obszar który Cię interesuje

KambodżaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju