Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.
Robert Wasilewski i Kamila Grączewska
www.liberwig.republika.pl
Lądem do Singapuru - Kambodża dawniej i dziś, czyli nie od razu Angkor zbudowano



Liberwig2007-01-31 10:42:58
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.40 z 5.00. 5 głosów oddanych
minut, niestety uporczywe myśli - czy nasz kierowca czeka w umówionym miejscu, czy stracimy po raz kolejny z pół godziny na poszukiwanie go - potrafią zepsuć całą przyjemność przebywania w tym miejscu.
I wreszcie ostatnia (taka sobie), której nazwy nie znam, ponieważ nasz rikszarz – przewodnik potrafił się bezproblemowo porozumieć tylko w kwestiach finansowych. Mimo dosyć młodego wieku mieszka tu jednak trochę, niestety nie potrafił powiedzieć nawet kilku zdań o żadnej z nich. Na domiar złego zaczął się oddalać bez uprzedzenia i dwa razy musieliśmy na niego czekać ponad pół godziny, a potem jeszcze szukać go w strugach deszczu. W warunkach azjatyckich 10$ za 8 godzin jazdy rikszą na ograniczonej przestrzeni to spory zarobek i nawet tego nie potrafią wykonać solidnie – liczenie na dodatkowe walory w postaci kilkuzdaniowej informacji, to już zbytek optymizmu. Oni są jednak koszmarnie leniwi.
Po powrocie zarezerwowaliśmy bilety do Phnom Penh na jutro – po 4$. Podczas kolacji właściciel proponuje nam załatwienie noclegu w stolicy, w hotelu u jego krewnych, po tej samej cenie i z bezpłatnym dowozem spod dworca. Ponadto obiecał, że zadzwoni do nich, aby sprawdzili godziny otwarcia konsulatu wietnamskiego, byśmy w razie czego nie pocałowali klamki. Internet dość drogi – dolar za godzinę, a łącza katastrofalne, po 15 minutach nie otworzywszy poczty daliśmy sobie spokój. Właściciel hotelu pociesza nas, ze droga do Phnom Penh jest już o niebo lepsza i podróż potrwa góra 5 godzin.
22.07 PIĄTEK
Wystartowaliśmy kilka minut po 8-mej i punkt 14-ta byliśmy w stolicy, gdzie już czekali na nas dwaj kierowcy z hotelu. Autobus jak na warunki kambodżańskie w miarę sensowny (z silnym akcentem na te warunki), a wrażenia z jazdy godne wnikliwszych badań. Zaczęło się już na początku, podczas ładowania naszych plecaków do luku bagażowego - kierowca kopał w nie bezmyślnie,
...
Cwaniactwo i głupota są ponadnarodowe, więc nie myślmy o klice wyłudzającej po 2 dolce jak o barwnym przykładzie zaradności w niedemokratycznym kraju.
Przez pierwsze dni w Maroku przepłacałem za taksówki kilkukrotnie i zawsze taksiarz żegnał mnie ironcznym uśmiechem (dalekim od szacunku). Musiałem dopiero jednego chwycić za bary, żeby zostać jego bratem (choć nie miał powodów, żeby się wystraszyć) :).
Nie miałeś kiedyś wrażenia, że "Dzień świra" to film o Tobie? Ja owszem :)
Pozdrawiam.
Gros, 2007-09-29 16:10:27
Pepe, 2007-08-03 01:56:04
nec, 2007-05-27 17:14:08
Ciekawe skad sie wziela ta wrogosc do autora i ten protekcjonalno-poufaly ton? Nie napisales nic o sobie, wiec ta "odwaga" w zaczepianiu Roberta wynika tylko z anonimowosci.
Grzegorz, 2007-05-24 20:52:10
Ca?y czas zaskakują mnie komentarze anonimowych pseudointelektualistów. Po co zabierasz g?os jak nie masz nic ciekawego do powiedzenia?
Nie podoba się to nie czytaj i nie zaśmiecaj internetu swoimi refleksjami.
Magda, 2007-05-03 12:47:41
polpot, 2007-05-02 06:32:43
Zobacz zdjęcia:
Kambodża
Kambodża - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj
























dopiero co wróciłem z Tajlandii i Kambodży, w Polsce jestem dopiero od jakiegoś tygodnia. Niestety, ale nie zgadzam się z tym co napisał o Kambodży autor artykułu. To nieprawda że w Kambodży ludzie nie mówią po angielsku, ja nie miałem ŻADNYCH problemów z porozumieniem sie z miejscowymi. Ba, jedna dziewczynka, mniej więcej 13 letnia, którą spotkaliśmy w opisanych w artykule świątyniach potrafiła nawet co nieco po Polsku ! A jeszcze dziwniejsze jest to że zaczęła mówić do nas po Polsku, pomimo tego że nie wiedziała skąd jesteśmy. Co do świątyń, to nie prawda że bilety nie są kontrolowane, otóż SĄ, i według mnie nawet za często. Otóż bilet trzeba pokazywać nie tylko przy wjeździe ale i przed każdą świątynią.
wschód słońca - byłem, nie polecam... słońce wcale nie wyszło zza świątyni, a po prostu pokazało sie na niebie jak było już dosyć jasno i nie było to nic zachwycającego. co tam jeszcze było...
aha... jedzenie... autor zdecydowanie przesadza z krytyką, otóż jedzenie nie było takie złe jak to opisuje, a nawet dobre.
NIE ZGADZAM SIĘ Z WIELOMA RZECZAMI NAPISANYMI PRZEZ LIBERWIG-a, I UWAŻAM ŻE JEGO SPOJRZENIE NA KAMBODŻE JEST BARDZO SUBIEKTYWNE.
ZNAM JEDNĄ RODZINĘ, KTÓRA MA PODOBNE SPOJRZENIE NA TEN KRAJ JAK AUTOR... LUDZIE CI WYJEŻDŻAJĄ ZA GRANICE TYLKO ZE WZGLĘDU NA TO ŻE INNI WYJEŻDŻAJĄ.
JA KAMBODŻE POLECAM ! ALE TRZEBA PAMIĘTAĆ CO SIĘ TAM DZIAŁO PRZEZ OSTATNIE LATA !
Michał, 2008-02-07 15:15:23