BROAD PEAK 2006 - INSHALLAH
czyli mBank Lotto Tryptyk Himalajski część trzecia i ostatnia
Tryptyk Himalajski - Broad Peak - część III


Piotr Morawski2007-01-24 15:02:34
Wyświetlono razy (ostatnio: )
www.piotrmorawski.com
A jednak
Nie wyłaczyłem budzika, który zaczął piszczeć o drugiej. Gotuję wodę na herbatę i jakiegoś liofa. Brzuch mi się znowu buntuje, bolą nogi i jestem zmęczony. Od trzech dni ciągle w akcji i niewyspany. Może jednak przewrócić się na drugi bok i zasnąć? W końcu miałem już zrezygnować. Wiem, że mogę wejść na szczyt i ta świadomość mi wystarcza. Piotr i Kinga zamienili ze mną wieczorem kilka kluczowych słów. Dzięki nim nabrałem siły. Może jednak pójdę...
Jest piękna, gwiaździsta noc. Zapalam czołówkę i wpatrzony w skrzący się w jej świetle śnieg zaczynam mozolne podchodzenie długim polem śnieżnym kluczącym pomiędzy serakami. Za sobą widzę światła czołówek. To Słowacy wyruszyli kwadrans po mnie. Także do ataku szczytowego.
Przed oczami mam Marcusa, którego widziałem na zdjęciach Petera. Był liderem austriackiej wyprawy. Już w bazie zorientowali się, że nie jest z nim dobrze i chcieli by wracał. Ale on się uparł. Spędzili z Seppem biwak na grani. Weszli na główny wierzchołek. Podczas zejścia, kilkaset metrów pod szczytem musieli znowu nocować. Marcus zasłabł i spokojnie umarł w bliskości wierzchołka. Kiedy Piotr i Peter kontynuowali atak szczytowy, zastali Marcusa leżącego na boku, ze spokojną twarzą.
Śnieg nie zdążył w nocy zamarznąć. Krok do góry i obsunięcie. Kolejny krok i jestem prawie w tym samym miejscu. Zaciskam zęby i brodzę w nieprzyjaznej białej brei. Przełęcz jest tak samo daleko jak była. Słońce wschodzi coraz wyżej. Pode mną obóz trzeci, lodowce Savoia, Goldwin Austen, Baltoro i morze gór. Daleko trójkątny szczyt Masherbruma, a w tle masyw Nangi Parbat. Pięknie tutaj, ale raczej tłumaczę to sobie, niż czuję...
Krótkie spojrzenie na zegarek. Jest jeszcze przed 9-tą! Nigdzie nie widzę Słowaków. Przede mną piętrzy się stromymi skałami grań szczytowa. Zostawiam na przełęczy wodę na zejście, jakiś baton, kilka zbędnych rzeczy i idę dalej bez odpoczynku. Podejście, zejście, podejście, zejście. I tak w kółko. Na lewo tybetańskie szczyty, na prawo znajome morze gór. Mijają ze dwie godziny. Gdzieś tutaj powinien być Rocky Summit. W końcu ukazuje się znajomy ze zdjęć widok - długa grań zakończona przewieszonym serakiem. Główny wierzchołek. Od strony Tybetu ściana Broad Peaku wygląda imponująco. Pionowa, obwieszona lodowymi soplami, śnieżnymi kuluarami i serakami. Niewiarygodne. Skończyło się ciągłe podchodzenie i schodzenie. Idę skalną granią wznoszącą się delikatnie do góry.
www.piotrmorawski.com
Zobacz zdjęcia:
Pakistan
Pakistan - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj




















