Annapurna 2006 - grań wschodnia
czyli mBank Lotto Tryptyk Himalajski część druga
Tryptyk Himalajski - Annapurna - część V


Piotr Morawski2007-01-24 14:35:04
Wyświetlono razy (ostatnio: )
www.piotrmorawski.com
Wydostać się z grani
Po dwóch dniach wyruszamy tylko z Piotrem do góry, by spróbować jeszcze raz szczęścia, albo chociaż ściągnąć liny z wierzchołka wschodniego. Jesteśmy jednak tak zmęczeni, że zawracamy. Śniadanie z wody wytapianej ze śniegu jednak nie daje siły. Czuję jeszcze jak mnie pieką wargi. Owa woda pita na gorąco parzy język i wypala jamę ustną. Czuję się jakbym pogryzł kaktusa. Jest niewesoło. Nie mamy lin do asekuracji, Lotse widzi niewiele, wszyscy jesteśmy potwornie zmęczeni i głodni, wysokość wysysa z nas wszystkie siły, a przed nami 7 kilometrów stromej, miejscami niebezpiecznej grani. Kiedy w końcu zganiam Lotse ze śpiwora krzycząc mu nad uchem, że idziemy, słyszę odpowiedź Tybetańczyka: "up or down?". Zaraz po tym, jak stwierdzam, że schodzimy do trójki, Lotse stwierdza, że bez drugiej dziaby sie nie rusza. Dopiero jak daję mu swój czekan to łaskawie wstaje i ubiera się.
Nie będę się rozwodził co jest dalej. Cały dzień gehenny. Każdy krok męczy, a grań nie ma końca. Potem zejście z niej i dojście do namiotu. Wieczorem wpełzam kompletnie wyczerpany do trójki i nie mam siły nawet by jeść. Ale Annapurna dała nam wycisk. W końcu przełamuję się i po prawie tygodniu głodowania, mam w ustach coś konkretnego. Dzięki Donowi, który przyleciał sam z dołu, przez niebezpieczny lodowiec, i zaopatrzył namioty.
Dopiero dwa dni później w bazie oddycham z ulgą. Udało się. Powtórzyliśmy drogę po raz drugi. Peter wszedł na wierzchołek główny (8091), my na wschodni (8010). A wspaniałych chwil na grani nie da się zapomnieć...
www.piotrmorawski.com
Zobacz zdjęcia:
Nepal
Nepal - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















