Annapurna 2006 - grań wschodnia
czyli mBank Lotto Tryptyk Himalajski część druga
Tryptyk Himalajski - Annapurna - część I


Piotr Morawski2007-01-24 14:18:34
Wyświetlono razy (ostatnio: )
www.piotrmorawski.com
Wstępem z Deli
Siedzę na lotnistku w Deli. Miejsce komfortowe: sala odpraw, tuż przy toaletach. Taka tutaj procedura. Następnie przychodzi jeden z licznych urzędników, spisuje dane z twojego paszportu i biletu. Potem gdzieś znika, by pojawić się w asyście kolejnego urzędnika. Zabierają całą grupę czekających na transfer i wprowadzają do głównego holu. Jak gdyby nie było można od razu. Potem człowiek siedzi, przysypia, a tutaj co godzina zjawia się kolejny urzędnik z zapytaniem o lot. Czasem jeszcze przyniosą bagaż do indentyfikacji.
Ponad dziesięć godzin czekania i kilkanaście wizyt. To wykańcza nawet najtwardszych zawodników. A przed nami jeszcze dwie godziny w Amsterdamie. Potem już spotkanie z rodzinami na lotnisku...
Hmmm... którego dosyć się obawiam. Nasze domniemane "zniknięcie" na Annapurnie narobiło sporo szumu. Szczególnie w kręgach rodzin i znajomych, które już powoli zaczęły nas opłakiwać. I dlaczego? Bo przez kilka dni nie dawaliśmy znaku życia. Powód prozaiczny: wyładowane baterie w telefonie. O takiej ewentualności ostrzegaliśmy. Ale wyobraźnia ludzka jest silniejsza niż rozumowanie. Może od początku.
Ku drugiej części Tryptyku
Po wejściu na Cho Oyu szybko wynosimy się z Tybetu. Zostawiamy za sobą suchy, wietrzny świat piasku i gołych gór razem z jego mieszkańcami. Gnamy prawie na złamanie karku do Kodari. By przywitać zielony, kolorowy, radosny Nepal. Stąd już blisko do Katmandu, o którym marzyliśmy przez ostatnie długie dni. Kilka dni odpoczynku i już jesteśmy w Nayapool. Dobrze znane mi miejsce, w którym wywalają nas i nasze bagaże z autobusu. Stąd dalej na piechotę...
Oprócz naszej tryptykowej czwórki (Piotr Pustelnik, Peter Hamor, Don Bowie i autor niniejszego) idą z nami Tybetańczycy. Lotse, któremu podobnie jak Piotrowi brakuje już tylko 2 szczytów do Korony Himalajów, jego pomocnik Tashi oraz wynajęty przez agencję Dawa Szerpa. Lotse dowiedział się, że chcemy iść od południowej strony i chciał do nas dołączyć.
Celem naszym jest wschodnia grań. Długa, piękna, ostra i jak podejrzewamy wymagająca. Na niej trzeba poruszać się szybko, bez obozów. Biwakowanie przez kilka nocy na wysokości 7500 to rzecz, która od początku budzi obawy. Ale też pociąga. Przynajmniej uwolniliśmy się od Bonningtona (Piotr przez dwa ostatnie lata bezskutecznie zdobywał południową ścianę Annapurny drogą Bonningtona).
Dalej wszystko idzie sprawnie i bez zarzutu. Mieszkamy w lodge'u w Annapurna Base Camp - domach dla turystów na wysokości 4130 mnpm. Nie ma sensu, zważając na typ naszej działalności, zakładać bazy na lodowcu, dwie godziny dalej. Jeśli pójdziemy do góry, to wrócimy już po ataku szczytowym. Od razu nasze zapały temperuje pogoda. Dzień w dzień deszcz puka z rana do naszych okien. Siedzimy, jemy i nic nie robimy. I tracimy aklimatyzację z Cho Oyu...
www.piotrmorawski.com
Zobacz zdjęcia:
Nepal
Nepal - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj






















