Mauritius, maleńka wyspa na Oceanie Indyjskim, oddalona od wschodnich wybrzeży Afryki o 3 tys. km, znana była Arabom już w X w. Później przypływali tu piraci pokonujący zręcznie rafy koralowe i ukrywający się przed pościgiem w zacisznych zatoczkach laguny. Swoje skarby chowali blisko brzegu bezludnej wyspy, gdzie, jak głosi legenda, spoczywają do dziś.
Wyspa narodów - Mauritius

Marzena2004-05-12 11:24:14
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
- najważniejsze i najwspanialsze święto hindusów na Mauritiusie. Trzysta tysięcy wiernych ubranych na biało, udaje się na pielgrzymkę, by oczyścić się w “Ganga-Talao”, którego wody są według lokalnej tradycji w kontakcie z wodami Gangesu w Indiach. Podczas czterech dni pielgrzymi przemierzają pieszo cały kraj, by dotrzeć do świętego jeziora. Na ramionach niosą wspaniały Kanwar, lekką konstrukcję bambusową, ozdobioną cienkim papierem, lustrami i obrazami Shivy (członka trójcy hindusów).
Do cudownych spektakli należy hinduskie wesele. Trwa ono tydzień, a uczestniczy w nim 300-400 gości. Sama ceremonia zaślubin ma miejsce w niedzielę (w czwartym dniu wesela). Dziewczyna w czerwonym sari i chłopak w kremowej tunice i turbanie na głowie przykrywani są białym prześcieradłem. Podczas tej pierwszej chwili “intymności” (nieraz jest to pierwsze spotkanie wyswatanej przez rodziców pary) pan młody maluje na czole wybranki czerwoną kropkę - “tikę” oraz posypuje przedziałek na jej głowie czerwonym pudrem. To czyni ich mężem i żoną. “Konsumpcja” małżeńska następuje dopiero w nocy z poniedziałku na wtorek. Ale uwaga! Jeśli okaże się, że dziewczyna nie była dziewicą, chłopak może ją oddać rodzicom. Jemu swat znajdzie wkrótce inną kandydatkę na żonę, a ona, okryta złą sławą do końca życia będzie samotna. Podczas tygodniowego wesela, oprócz jedzenia i picia, goście uczestniczą w tradycyjnych obrzędach, jak malowanie białego sari panny młodej wodą z szafranem (by dać jej wieczną młodość i pokój) czy odprowadzanie jej w szlochającym pochodzie do domu męża.
Na maleńkiej wyspie mieszkają także Polacy, którzy przybyli tu ze swoimi mauritiańskimi małżonkami. Nasza przewodniczka po Mauritiusie, Liliana Boodhna, wyjechała z Warszawy ponad dwadzieścia lat temu. Pracuje ze swą córką Lindą w “MauriTour”, biurze podróży obsługującym coraz częściej goszczących na wyspie Polaków. Liliana twierdzi, że do szczęścia brakuje jej tylko chrzanu i ogórków kiszonych. Tęskni też za bigosem, makowcem i kiełbasą. - Gdybym od czasu do czasu mogła zjeść prawdziwego ogórka kiszonego, mogłabym z całą stanowczością stwierdzić: “Mieszkam w raju”. Cóż, nie można mieć wszystkiego...
Mauritiańczycy niezależnie od wyznania, koloru skóry i pochodzenia tworzą wspaniały naród. Wspólnie świętują, a że każda religia ma kilka wielkich świąt w roku, na wyspie wciąż jest powód do radości, zabawy i ucztowania
Zobacz zdjęcia:
Mauritius
Mauritius - wybierz obszar, który cię interesuje:












































