CHO OYU 2006 - ZDĄŻYĆ PRZED SEZONEM
czyli mBank Lotto Tryptyk Himalajski część pierwsza
Tryptyk Himalajski - Cho Oyu - część IV


Piotr Morawski2007-01-24 14:01:18
Wyświetlono razy (ostatnio: )
www.piotrmorawski.com
Wycofy
Najpierw opada Don. Widzę jak zawraca i powoli schodzi w kierunku białej szczerbiny. Jak się potem okaże jego palce nie rozgrzały się od porannego wyjścia. Wczorajsze zmagania trochę je przemroziły. A przed nami jeszcze Annapurna, główny cel wyprawy. Zawraca niechętnie, ale co zrobić z opornymi paluchami
Nad skalno-śnieżnym podejściem zaczyna się katorga. Teren kładzie się prawie całkowicie. Przekradamy się czysto skalnym terenem, jeszcze bardziej męczącym, niż podejście do jedynki. Co ja mówię?! Marzę teraz, by podchodzić tamtymi obsypującymi się kamieniami. To tylko mój umysł tak pracuje. Siadam sobie spokojnie, wcinam jakiś czekoladowy baton, wypijam pół litra wody i patrzę zadowolony na słońce. Kiedy cukier uderza w tętnice ruszam ponownie do góry. Od razu z innym spojrzeniem na świat.
Krokiem bardziej sprężystym niż przed pół godziną, wychodzę z owych skał i wbijam się w lodowe pole. Na jego końcu skalna bariera. Ponad nią powinno być kolejne śnieżno-lodowe pole ciągnące się niemiłosiernie długo. Czyli plateau szczytowe. Nasłuchałem się juz o nim sporo.
Kiedy jestem w rudych skałach spoglądam pod siebie, by ogarnąć sytuację. Petera widzę, niedługo do mnie dojdzie. Ale gdzie jest Piotr. W końcu go odnajduję. Jest jeszcze na śniegu, ale ewidentnie schodzi. Nie wiem, czemu, ale rozumiem, że zostaliśmy tylko z Peterem...
Flagi, zdjęcie, Everest i takie tam
Na lewo widnieje fałszywy wierzchołek. Idę sobie powoli przed siebie. Piotr wspominał, że plateau szczytowe będzie ciągnąć się, aż do mdłości. Idę od najwyższego wzniesienia do kolejnego najwyższego. Aż nagle widzę jakieś kolorowe szmaty na ziemi. To flagi modlitewne. Na lewo ode mnie kolejne kopce z flagami i kolejne. Przede mną w chmurach ginie zwalista sylwetka grupy Everest-Lotse. Kręcę się trochę po okolicy usiłując znaleźć najwyższy punkt, ale wszystkie są najwyższe. Nigdzie nie widać Petera. Nic to. Wyciągam z plecaka zdjęcie i małe pudełko, które pieczołowicie układam w szczelinie. Kieruję obiektyw aparatu prosto w swoją facjatę i naciskam spust migawki. I tyle.
Schodzę bardzo wolnym krokiem chłonąc wszystko dookoła. Mimo, że większość gór ginie za chmurami, jest pięknie. Śnieg chrzęści pod stopami, słońce nie oślepia za bardzo. Jest jeszcze pół dnia, by wrócić do dwójki...
www.piotrmorawski.com
Zobacz zdjęcia:
Chiny
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























