CHO OYU 2006 - ZDĄŻYĆ PRZED SEZONEM
czyli mBank Lotto Tryptyk Himalajski część pierwsza
Tryptyk Himalajski - Cho Oyu - część III


Piotr Morawski2007-01-24 13:55:00
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 5.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
www.piotrmorawski.com
Którędy do góry?
Oczywiście zbagatelizowaliśmy górę i oparliśmy się tylko na doświadczeniu Piotra. Nie wzięliśmy pod uwagę dwóch rzeczy: był tutaj kilkanaście lat temu, a na dodatek w sezonie jesiennym. Wysłuchaliśmy z Donem uważnie jego opisu drogi i położyliśmy się spać gotowi do ataku szczytowego. Dzień po nas miał ruszyć Peter i Piotr.
Wyrywamy z Donem do góry zanim jeszcze świta. Dosyć szybko zdobywamy wysokość nad obozem drugim. Wraz z fioletem świtu docieramy do podnóża skał. Tempo nam trochę spada, ale to już normalne na tej wysokości. Gdzieś pomiędzy skałami majaczą poręczówki, co nas upewnia, że idziemy w dobrym kierunku. Docieramy do małego pola śnieżnego na 7700, jeszcze sto metrów do góry i...
Dookoła nas same skały. Cały czas powtarzano nam, że powinniśmy trafić na obszerne pole śnieżne. Podchodzimy do góry, schodzimy na dół, trawersujemy. Pod nami skalne urwisko, nad nami potrzaskane skały. Trwa gorączkowa rozmowa z bazą, z Piotrem, z kimkolwiek. Schodzimy do miejsca, z którego widać obóz drugi. Chłopaki też nas widzą i utrzymują, że jesteśmy na dobrej drodze.
Kręcimy się jak nie powiem co w przeręblu. Mieliśmy dobre tempo, ale teraz są już coraz mniejsze szanse na szczyt. Spróbujemy jutro z Piotrami, a na to trzeba zachować jeszcze siły. Don potwierdza. Zawracamy jak zbite psy.
Następnym razem będę patrzył na schematy i czytał opisy dróg. Następnym razem będę patrzył na schematy i czytał opisy dróg. Następnym razem...
Tak sobie powtarzam schodząc. A słońce przygrzewa. Oby jutro też chciało nam dać szansę...
Powtórka z rozrywki
Na następny dzień decydyjemy się iść na lewo, przez zwyczajowy obóz trzeci. Może mają rację ci, którzy stawiają tam namioty i stamtąd jest bliżej do szczytu? Kolejny ranek z rzędu zastaje mnie rozgrzewającego palce u nóg podczas podchodzenia do góry. Usiłuję wyrzucić z pamięci szron sypiący się na twarz i ból w nogach po wczorajszym, nieudanym ataku. Teraz przede mną kolejne metry do góry. Mijamy szczątki obozów trzecich na wysokości 7300-7500. Tutaj już mniejszy bałagan, ale może też dlatego, że mniej ludzi tutaj dociera. Znajdujemy szczerbę w białym pasie skał. Z nadzieją i ufnością podążamy całą czwórką w jej kierunku. Jak zwykle szczątki jakiejś liny poręczowej a następnie długie, skalno-śnieżne podejście. Raki zgrzytają po płytach, za mało stromo by użyć czekana, ale śmiało gnamy do góry (tak swoją drogą chyba na całej górze czekan jest zbędny, no może poza 100 metrami stromego seraka, ale tam jak wisi poręczówka też da się przejść z kijkiem).
www.piotrmorawski.com
Zobacz zdjęcia:
Chiny
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:











































