Z głośników cicho sączy się delikatna muzyka. Wśród utworów rozpoznaję angielską wersję kolędy “Cicha noc” oraz inne świąteczne piosenki. Na choinkach skrzą się kolorowe Mikołaje, małpki w czerwonych czapkach, przepastne kolorowe buty na prezenty.
Barbados – wyspa jak ze snu

Marzena2004-05-12 11:12:15
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.40 z 5.00. 5 głosów oddanych
Hotel Almond Beach Village to jedna wielka wioska, podzielona zielenią na kameralne części. Projektanci tak zaaranżowali całość, że mimo iż hotel jest ogromny, to goście mają wrażenie, że odpoczywają w niewielkich pensjonatach. Dziesięć basenów porozrzucanych jest po rozległym terenie, aby nigdzie nie było tłoku. Podobało mi się oddzielenie części dla rodzin z małymi dziećmi, po to, by dorośli nie przeszkadzali maluchom w wodnych zabawach i na odwrót. W każdej z części znaleźć można bary, w których od rana do późnej nocy podawane są drinki z napojów alkoholowych i bezalkoholowych. Ponieważ w hotelu obowiązuje program all inclusive (wszystko w cenie), nie płaci się już ani za drinki ani za posiłki we wszystkich restauracjach, podobnie jak za korzystanie z łodzi, naukę nurkowania, jazdy na nartach wodnych i korzystania z innych sportów wodnych, tenisa czy golfa.
Kolejką po jaskini
Nie wytrzymuję długo w hotelu i szukam wyspiarskich ciekawostek, bowiem jakoś trudno mi uwierzyć leniwym Anglikom, by Barbados nie miał żadnych atrakcji. Zwiedziłam już dawne rezydencje, współczesne wioski, czas więc na perełki przyrodnicze.
Zaledwie kilkanaście kilometrów od Almond, w centralnej części wyspy znajduje się jeden z najpiękniejszych ogrodów – Welchman Hall Gully. Ścieżka botaniczna prowadzi przez porośnięty bajeczną roślinnością lesisty wąwóz o długości około półtora kilometra. Wokół fantastycznych iglic i wapiennych form skalnych, w chłodnym cieniu wielkich drzew i strzelistych bambusów rośnie i kwitnie ponad 200 gatunków tropikalnych roślin. Na końcu szlaku prawdziwa perełka – Jaskinia Harrison’s. Wsiadamy do miniaturowej kolejki i jedziemy po jaskini wydrążonej w wapiennej skale koralowej przez nurt podziemnej rzeki. Płyniemy przez cudownie podświetlone korytarze pełne stalaktytów, stalgmitów i nacieków. Bajka! Trzy kilometry dalej natykamy się na kolejny rajski ogród – Flower Forest. Wędrujemy stromymi ścieżkami leśnymi pośród zarośli azjatyckiego imbiru, strelicji, rodzimych helikonii i czerwonych szarłatów. Oglądamy kolekcję storczyków uważanych przez wielu miłośników flory za najpiękniejsze kwiaty na świecie. Wiem już, że Anglicy nie wyściubili nosa poza hotel, bo nie powiedzieli słowa na temat miejsc, które udało mi się zobaczyć.
To nie sen
Największym skarbem Barbadosu są jednak nie ogrody czy jaskinie, ale plaże i morze. Biały piasek jest tak drobny, że często mam wrażenie, że stąpam po mące. Ciepła woda ma zaś kolory, których nie odda żadne zdjęcie. Wracam do hotelu i w plażowym barze wypijam owocowy koktajl. Z głośnika znowu słychać “Cichą noc”. Jakoś trudno mi uwierzyć, że to grudzień i okres świąteczny. A może to tylko piękny, kolorowy sen? Wskakuję do wody i lekko szczypię się w rękę. Przykrywa mnie biała piana fali i przewraca na piasek. Wybiegam z wody i chronię się przed mocno grzejącym słońcem pod rozłożystą palmą. Jak to dobrze, że to nie sen...
Zobacz zdjęcia:
Barbados
Barbados - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























Bogusia, 2008-02-28 01:39:46