Po raz kolejny Laponia, po raz kolejny autostop w Finlandii
Świat się nie kończy i nie zaczyna

Kamila Kielar2007-01-14 22:58:44
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.00 z 5.00. 3 głosów oddanych
/> Po obiedzie odbiera nas Kaisa, będzie nas gościć przez parę dni. Jestesmy zmęczeni, ciepło nas rozleniwia - zasypiamy na fotelach. Ale zaraz zostajemy obudzeni, rozmawiamy, wymieniamy doświadczenia skautowe (wszyscy należymy do tej sekty), gramy w gry planszowe. Nasza gospodyni jest niezrównana w Halli Galli, czyli grę na refleks.
- Nikt nie chce ze mną już grać, bo zawsze wygrywam.
Gdy Kaisa idzie na trening siatkówki, my trochę odsypiamy i ćwiczymy w Halli Galli. Nie będzie nas jakaś gra w owocki robić w konia.
Wraca wieczorem, wtedy termomentr pokazuje -27 st. Przychodzi jej chłopak, gramy w różne gry, budujemy jakieś miasta.
Wygrywam w Halli Galli.
***
Wychodzimy na spacer, idziemy za miasto, żeby żadne światła nie przeszkadzały. I pierwszy raz jest bardzo zimno, bezchmurnie i ciemno.
Zorza polarna jest piękna
***
Następnego dnia sąsiad Kaisy podwozi nas do Levi Ski Resort. Zanim pójdziemy na narty zakładamy rakiety śnieżne i idziemy na górę. Góra ma wysokość 500m n.p.m. i jest jedną z najwyższych w okolicy. Czekamy na wschód słońca. Zanim jednak na chwilkę pokaże się jego część obserwujemy grę światła i zestawienie najcudniejszych kolorów.
***
Ogładamy wschód i zachód słońca. Jutro już nie wzejdzie, zaczyna się noc polarna.
Schodzimy, rakiety zamieniamy na sprzęt narciarski. Nie uwierzycie, jaki fantastyczny kompleks narciarski (26 wyciagów) można zrobić na górce o wysokości 800m n.p.m.). Szkoda, że tak daleko. Z Krakowa to prawie 2 500km.
***
Kupujemy karnet na 3h, na początku myślimy, że to mało. Noc polarna ma jednak to do siebie, że bywa zimna. Pod koniec dnia (ok, o 16.; dzień się przecież teoretycznie skończył o 12.40) na wyciągu szczękamy zębami z zimna. Trzeba jeszcze wrócić 20km do domu.
Na szczęście zawsze można liczyć na towarzysza od wódki, zabiera nas Rosjanin.
***
Ponieważ święta tuż-tuż, przygotowujemy *pulla* - rewelacyjne ciasteczka fińskie.
***
Następnego dnia wyjeżdżamy o 7 rano (co za dzika pora, myślałam, że taka godzina nie istnieje), łapiemy autobus do Rovaniemi. Stamtąd stopem do Ranui jedziemy z mamą jednego ze skoczków. Nie pamiętam imienia, mój ukochany Janne Ahnonen to nie był; ale w pucharze świata jest. Mama nas ściska, mówi, że była w Zakopanem. "Jak syn skakał".
***
W zoo zwierząt polarnych w Ranui już byłam, ale chetnie idę jeszcze raz. Przez pół godziny stoimy przed klatką z krukiem.
Kruk bowiem do nas mówi i podaje przez kraty patyczki
- Joo, joska! Joska, joska, joo!
Kruk ma głos bardzo zmysłowy, z taką seksowną chrypką. Staliśmy jak zahipnotyznowani, podając sobie patyczki i rozmawiając z krukiem. Co za facet!
***
Z powrotem łapiemy stopa dopiero po 2h, biegam po wytyczonym torze, żeby nie zamarznąć. W Rovaniemi mamy jeszcze chwilkę czasu, jedziemy do Napapiiri, czyli tam, gdzie mieszka Mikołaj. Mikołaj jest już wprawdzie nieczynny, ale za to my się bawimy świetnie na zjeżdżalni zrobionej z lodu, huśtawkach i innych bajerach.
***
O 20.05 planowo mamy autobus do miasta (jakies 10km). O 21. jest pociąg do Tampere. Gdy o 20.20 autobusu nie ma, zaczynamy dramatycznie machać rękami na wszystkie przejeżdżające pojazdy. Wskakujemy do jednego z nich, kierowca konkretnie pyta: "missä?". Odpowiadam "rautatieasemalle!" [dla ignorantów i niedomyślnych: "gdzie?", "na dworzec!"]
Zdążyliśmy.
Zobacz zdjęcia:
Finlandia
Finlandia - wybierz obszar, który cię interesuje:















































