Lądem do Singapuru - Pekin - kłopoty z biletami i byle do przodu...
Liberwig Wyświetlono: 536 razy 2007-01-06 18:22:12![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.67 (57 głosów) |
Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.
Robert Wasilewski i Kamila Grączewska
www.liberwig.republika.pl
10.08 ŚRODA
Rano wyprowadzka, bardziej życzeniowo – profilaktyczna, niż uzasadniona. Ciągle nie mamy pojęcia jak będzie z biletami na pociąg do Moskwy, a czas nagli, bo wiza mongolska kończy się 13-go, czyli najdalej pojutrze powinniśmy już siedzieć w pociągu, albo będzie kicha.
Śniadanie w hotelowej restauracji – zestaw: 2 jajka (sposób podania do wyboru), 2 tosty, centymetrowy plaster podejrzanej wędliny i kawa/herbata – 12Y. Oczywiście kelnerka nie potrafi podać śniadania prawidłowo, tzn. wszystkiego razem. Najpierw przynosi herbatę, a kiedy ta już prawie ostygnie podaje same jajka, potem wędlinę, na końcu donosi chleb.
Jedziemy do centrum szukać biletów, najpierw do kas międzynarodowych w Beijing International Hotel (pełen 5-gwiazdkowy wyczes, nawet karaluchy chodzą tam w smokingach) – jak „pe-ha” to „pe-ha”, pociąg bezpośredni do Moskwy (1390Y) odjechał dziś rano. Tylko jeden w tygodniu i jeden (w poniedziałek?) do Ułan Bator. Akurat tyle kasy nam zostało – po 175$.
Idziemy na dworzec główny pytać o bilety do Errenchot, pod granicą mongolską. Pod jedną z kas spotykamy młodą Chinkę, która zna angielski i sama oferuje nam pomoc. Dowiaduje się w kasie, że najbliższy pociąg do Errenchot odjeżdża 15.08, czyli dwa dni po wygaśnięciu naszych wiz. Robi się ciekawie. Chinka chciał się dowiedzieć czegoś więcej, ale pani w kasie nie była zbyt miła nawet dla swojej rodaczki i trzasnęła jej okienkiem przed nosem – od razu widać, że w tym oceanie młodego i dynamicznego kapitalizmu koleje są jeszcze państwowe.
W końcu docieramy do kasy dla VIP-ów i cudzoziemców, jest ona sprytnie ukryta w głębi dworca i trudno jest ją znaleźć nawet, jeżeli ma się pojęcie o jej istnieniu, bo większość napisów informacyjnych jest po chińsku. Poza tym dworzec jak już poprzednio nie raz pisałem jest spory i podzielony na kilka sektorów, a łączące je szklane drzwi są pozamykane, ewentualnie strzeżone przez strażników, wpuszczających tylko posiadaczy biletów. No i do tego wszystkiego tłumy Chińczyków.
Dopiero po kilkunastu minutach, kiedy w ogóle udało nam się wejść na halę, odnaleźliśmy angielski drogowskaz. W kasie potwierdzają datę tego bezużytecznego dla nas pociągu, ale mieści się tu też biuro organizujące łączone przejazdy do Ułan Bator (razem jakieś 390Y, zaliczka 250Y). Codziennie o 16-tej autokar. Jest 14.35, a nasze plecaki w hotelu – nawet taksówką się nie wyrobimy. Pani w biurze stwierdza, że na dzisiejszy autokar na pewno nie zdążymy i każe wrócić jutro. Cholera. Autobus jedzie znacznie wolniej, niż pociąg, do tego przesiadki i cała podróż potrwa ze dwa dni (na miejscu 13.08 rano), a Ułan Bator to dopiero środek Mongolii i będziemy już mieli czas tylko do północy.
| Oceń relację |
ChinyWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju



















