Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.
Robert Wasilewski i Kamila Grączewska
www.liberwig.republika.pl
Lądem do Singapuru - Pekin - kłopoty z biletami i byle do przodu...



Liberwig2007-01-06 18:22:12
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 1.00 z 5.00. 1 głosów oddanych
(money, dolar), ale znów się zacina i tylko oczy zdradzają jego ukryte pragnienia. Mamuśka stara się go poskromić i wyprowadzić z naszego pokoju, ale gość jest naprawdę zdeterminowany, próbuje spoufalić się z Kamilą i muszę interweniować. Ledwo wcisnąłem się między niego a Kamilę, do pokoju wpadł jakiś potężny facet wezwany przez właścicielkę i życząc nam dobrej nocy wyprowadził natręta. Zostawiam klucz w zamku.
14.08. NIEDZIELA
Od rana znów niemiłe niespodzianki, o 8-mej jesteśmy na dworcu, kasy nadal zamknięte (powinny być otwarte), a pociąg już stoi na peronie, zresztą to ten sam, którym wczoraj przyjechaliśmy. Rozmieniamy kasę u konduktora i wracamy do hotelu po plecaki.
Na dworcu z powrotem 8.30, kasa już otwarta, ale pani toczy prywatną rozmową telefoniczną i nie ma zamiaru sobie przeszkadzać. Czekamy z 10 minut aż skończy, tylko po to by dowiedzieć się, że biletów już nie ma. Cholera, zaczynam mieć już dość tej dziury, utknęliśmy tu jak w smole i w dodatku ciągle nie wiadomo, jak będzie z ta naszą wizą, co mamy odpowiedzieć, jak zapytają, kto podstemplował nam paszporty?
Znów taksówką do przejścia drogowego w Kiachcie – tym razem po 25 rubli. Pokazujemy nasze paszporty przechodzącym celnikom i ci patrzą zdziwieni na stemple. Tłumaczymy, że byliśmy na granicy już wczoraj przed końcem wizy, ale było zamknięte i dworcowy urzędnik podstemplował nam paszporty, byśmy nie mieli kłopotów. Pani w mundurze kiwa głową, że rozumie, ale czy na pewno? Z nimi zawsze ten sam problem. Za chwilę przychodzi komendant i ta sama śpiewka. W końcu oznajmia, że jest OK, ale musimy znaleźć kogoś, aby nas przewiózł przez granicę, bo odprawiają tylko zmotoryzowanych i poleca przygotować na ten cel 100 rubli od łebka. Podchodzi do najbliższego samochodu, rozmawia chwilę z kierowcą i chwilę potem siedzimy w aucie – jakieś małżeństwo z synem (Mongołowie). Po chwili żądają od nas po 150 rubli od łebka i trzeba ich postraszyć konkurencją, żeby w końcu zgodzili się na te 100 zaproponowane przez celnika.
Po stronie mongolskiej poszło dosyć szybko (jeżeli nie liczyć oczekiwania) i tuż po 10-tej byliśmy na posterunku rosyjskim. Tu zeszło dłużej, chyba ze trzy razy sprawdzali nasze paszporty i na koniec zrobili nam prowizoryczną rewizję, co miało też swoje dobre strony, bo dało okazję wyjąć z plecaka polar i koszulę – było koszmarnie zimno, góra z 10 stopni.
W końcu Mongołowie wyrzucają nas jakiś kilometr za szlabanem na przystanku autobusowym w Kiachcie (a więc to nazwa strony rosyjskiej), pięć minut potem przyjeżdża zdezelowany autobus (6 rubli) i kwadrans później jesteśmy na dworcu autobusowym, skąd jeżdżą autobusy do Nauszek. Zastanawiamy się, czy uda nam się dogonić ten pociąg, na razie 2:0 dla niego.
Zobacz zdjęcia:
Chiny
,
Mongolia
Chiny - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj

























