Lądem do Singapuru - Ostatnie dni w największym państwie świata
Liberwig Wyświetlono: 355 razy 2007-01-06 17:52:29![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Ocena:2.50 (86 głosów) |
Podróż lądem (Koleją Transsyberyjską) do Indochin (2005r): Białoruś - Rosja - Mongolia - Chiny - Laos - Tajlandia - Malezja - Singapur - Kambodża - Wietnam.
Robert Wasilewski i Kamila Grączewska
www.liberwig.republika.pl
Jest południe, podobno jeden autobus do Nauszek właśnie odjechał, kiedy następny nie wiadomo, bo na rozkładzie taki punkt docelowy nie figuruje i nawet miejscowi nie mają zielonego pojęcia, choć jakieś dwie kobiety też czekają. Swoją drogą, czekanie na autobus, którego nie tylko godziny odjazdu, ale nawet istnienia nie można być pewnym, to nie jest najmądrzejsze zajęcie.
Taksiarze chcą po 150 rubli od łebka i byliśmy nawet w końcu skłonni z nimi pojechać, ale w końcu trafiła się jakaś starsza pani, która stwierdziła kategorycznie, że autobus (25 rubli) odjeżdża o 15.00, jedzie pół godziny, a pociąg z Nauszek do Irkucka odjeżdża jakiś kwadrans po 16-tej (prawdopodobnie nasz uciekinier). Starsza Rosjanka wie to stąd, że jej córka studiuje w Irkucku i jeździ tą trasą kilka razy w miesiącu, ale żeby się jeszcze upewnić poszła do automatu zadzwonić do domu. Na takie uprzejmości nie liczyliśmy, jednak co biali ludzie, to biali ludzie...
Przy okazji, już dawno nie rozmawiałem tak intensywnie po rosyjsku i jestem z siebie bardzo dumny. Autobus przyjechał o 14-tej i godzina czekania. Nieodzowna rozmowa z kierowcą – sympatycznym i rubasznym „mieszańcem” mongolsko – rosyjskim. Pyta skąd jesteśmy i skąd jedziemy. Opisujemy mu trasę i gwiżdże z podziwem pytając, czy było fajnie. Odpowiadamy, że bardzo i na dowód pokazuję mu swoje zdjęcie z paszportu (gęba „wypasiona” i ze 20 kilo więcej, niż obecnie), gość zatacza się ze śmiechu.
W końcu ruszamy, kierowca przed odjazdem zbiera po 25 rubli za bilety, mijając nas puszcza oko i idzie dalej. Coraz bardziej mi się ta Kjachta podoba...
Na dworcu punktualnie 15.30, nasz kierowca z szacunkiem pomaga wyjąć Kamili plecak z bagażnika i ściska nas jak własną rodzinę. Na dworcu już troszkę mniej miło, pani w kasie po raz kolejny ogłasza, że biletów (490 rubli) już nie ma. 490 rubli, to ponad 100 rubli więcej, niż w drugą stronę, kiedy poprzednio podczas postoju w Nauszkach pytałem o cenę, widocznie była podwyżka. Co z tego, kiedy biletów nie ma, a teraz musimy gonić wizę rosyjską, która wygasa 20.08. Pytam, ile kosztuje bilet Irkuck – Moskwa, pani odpowiada, że „kupiejny” 6.000 rubli, „plackartny” jakąś połowę mniej. Poprzednio za bezpośredni, międzynarodowy „kupiejny” do Pekinu zapłaciliśmy 5.400, a teraz 6.000 Moskwa – Irkuck? Albo pani spędzała zbyt dużo czasu na słońcu, albo musiała być przez ten czas spora podwyżka, cholera może nam zabraknąć kasy...
Pociąg odjeżdża 16.20 i mamy jeszcze ostatnie 20 minut na wymyślenie czegoś. Zaczepiam „prowadnicę” na peronie i pytam o wolne miejsca – w kasie nie sprzedają biletów, że niby komplet. Prowadnica każe czekać i wskakuje do pociągu, a po chwili oznajmia, że 5 minut przed odjazdem się okaże. Dziesięć minut później pakuje nas do środka.
| Oceń relację |
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju
























