Dziennik podróży lądem do Indii (2001r.) - trasa południowa: Ukraina, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Iran, Pakistan, Indie.
Robert Wasilewski
www.liberwig.republika.pl
Lądem do Indii - Isfahan



Liberwig2007-01-05 15:08:32
Wyświetlono razy (ostatnio: )
zaczepia nas jakiś gość i bez żadnych ceregieli przedstawia nam swoje poglądy na temat panujących tu stosunków damsko - męskich. Nudno, że tylko się powiesić. Jeżeli ktoś jest samotny tak jak on, to o ile nie rozpocznie jakichś oficjalnych zalotów, za zgodą rodziców obojga stron, nie ma szansy nawet na zaproszenie dziewczyny do restauracji lub kawiarni. Jeżeli ma szczęście, to uda mu się z jakąś kilka minut porozmawiać na ulicy lub w parku, ale tylko tak, aby wyglądało to jak pytanie o drogę. Idziemy na obiad. W małej knajpce Magda zamawia pizze (1200 tomanów), ja nie mam apetytu, ciągle myślę o tych dwóch dziewczynach. Dopiero teraz postrzegam kobiety inaczej, niż tylko czarne stożkowate manekiny. Naprzeciwko naszego stolika siedzi właśnie jedna - niesamowicie ładna, zrobiłaby chyba karierę na każdym wybiegu dla modelek. Ma około 25 lat. Wiem, że na mnie patrzy i boję się podnieść wzrok, żeby jej nie płoszyć. Jednak ciekawość zwycięża i przez moment łapię jej spojrzenie. Natychmiast opuszcza oczy i zaczyna rozwijać leżącą na stole serwetkę. Magda wraca z łazienki i siada tyłem do niej. Magda co prawda ma chustkę na głowie, ale jej ubiór nie jest tak bezkształtny jak czadory Iranek. Widzę, że siedząca naprzeciwko dziewczyna dyskretnie obserwuje mnie, Magdę, swobodę naszego zachowania, to że rozmawiamy śmiejąc się do siebie. Jej oczy są tak smutne, że przez moment myślę, że nasze zachowanie to prawie małpie okrucieństwo. Jeżeli nikt nie poprosi jej o rękę, to być może nigdy nawet nie porozmawia z mężczyzną dłużej niż pięć minut - o pogodzie. Jedno jest pewne, jeżeli jakiś facet ma kompleksy, to nigdzie nie uleczy ich szybciej niż tutaj. Tu zawsze stanie się obiektem niedoścignionych westchnień przynajmniej kilku kobiet, marzących tylko o tym, aby ktoś je stąd zabrał... Nie wszystkie jednak reagują tylko smutnymi minami, teraz rozumiem dlaczego zaatakowały Magdę w toalecie na dworcu w Teheranie. Jeżeli one nie mogą nawet chodzić ubrane tak samo, to przynajmniej odreagują w ten sposób. Lepsza złość niż rozpacz.
Odbieramy plecaki z hotelu i łapiemy taksówkę na dworzec autokarowy. Kierowca bierze kilku „łebków” i gnieciemy się jak sardynki. Płacimy 2000 tomanów. Jest wieczór, nasz autokar odchodzi o 22.10. Kupujemy wodę i trochę słodyczy na drogę. Woda nie jest właściwie potrzebna, gdyż podają ją w autobusach. Nie zawsze mamy jednak do niej zaufanie, a tutejsze napoje - odpowiednik naszej coli i fanty „zam - zam” jest śmiesznie tani. Na szczęście będziemy jechać nocą, nie będzie palącego słońca odbijanego miliardem lusterek pustynnego piasku. Autobus jest do Sziraz (1375 tomanów), ale my wyskoczymy gdzieś po drodze do Persepolis, jak nazywa się ta mieścina?
Jesteśmy w drodze do Marv Dashd. Jest 5.00 rano, autokar zatrzymał się przy przydrożnym meczecie i połowa pasażerów, z kierowcą na czele poszła złożyć pokłony Allachowi. Magda jak zwykle śpi. Przy akompaniamencie modlitwy z głośnika na meczecie wyszedłem rozprostować kości. Jest bardzo zimno, chyba pierwszy raz od początku podróży odczuwam chłód. Spacerując wokół autokaru z podsuniętym mi kubkiem gorącej herbaty (tam gdzie jest przydrożny meczet, zajazd, stragan, stacja benzynowa zawsze znajdzie się ktoś kto poczęstuje podróżnego kubkiem gorącego napoju) zauważyłem, że na przedniej szybie widnieje swojsko i dźwięcznie brzmiące imię naszego autokaru - TITANIC. Przez moment poczułem się jak Leonardo di Caprio, szkoda tylko, że Kate Winslet taka śpiąca.
O ho, kapitan skończył modły i wraca na pokład, trzeba by z nim pogadać, gdzie chcemy wysiąść...
Zobacz zdjęcia:
Iran
Iran - wybierz obszar, który cię interesuje:















































