Do Tajlandii pojechaliśmy w listopadzie 2005 roku czyli niedługo po tsunami. Nie odczuliśmy za bardzo śladów działania tego niszczycielskeigo żywiołu a i Tajowie niechętnie o tym mówili. Pomijam ten temat i ja.
Fotorelacja w fotorelacjach.
Tajlandia 2005 - Bangkok i Krabi
Pyrtas2007-01-04 14:31:57
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.25 z 5.00. 4 głosów oddanych
ale nie aż tak!!!
Później ruszyliśmy do pałaców królewskich. Także ciężko to opisać. Pozycja obowiązkowa w Bangkoku.
Wycieczka łodziami długorufowymi to przyjemność za ok 800 bht za łódź. Ale trzeba być czujnym, bo przebiegli Tajowie zaskoczą hasłem „official boat office” i dowiedzieliśmy się, że przyjemność kosztuje 800 za...osobę!. My na to, ze słyszeliśmy, że to za łódź. Oni, że źle słyszeliśmy, ale dziś promocja i za 600 za os. możemy płynąć. No to zaczęły się targi i stanęło na 1000 za łódź! I wtedy ktoś od nas dostrzegł drugie „official” biuro, które rzeczywiście było oficjalne i bez problemu popłynęliśmy za 800 bht. Także targować się! I być czujnym! No i traktować to wszystko raczej na wesoło, bo żadna z podobnych sytuacji jakie nas spotkały nie miała agresywnego charakteru.
Wieczorem wizyta w chińskiej dzielnicy i wracając do hotelu przed północą wizyta na masażu stóp. Ok 200 bht za ponadgodzinny masaż. Nie wiedziałem, że stopy w Tajlandii to też ramiona i głowa :-) . Relaks na 100 fajerek.
Następny dzień to wizyta na Chatuchak – potężny rynek ze wszystkim! Przyprawy, odzież, pamiątki, psy, ryby akwariowe – po prostu wybór niesamowity. Podobno gdzieś na zapleczach odbywają się walki kogutów, ale nie udało nam się znaleźć.
Po południu przelot na Krabi. Niestety pogoda była fatalne i po przymusowym lądowaniu na Pukhet dotarliśmy do Krabi długo po zmroku. Taksówki do Ao Nang to ok 500 bht za szt. Dotarliśmy do Ao Nang i okazało sie, że łodzie nie pływają już do Railey Bay gdzie mieliśmy hotel. Zapakowaliśmy sie do bungalowów w Ao Nang. Po ok 150 bht za domek dostaliśmy czysty pokój, wykafelkowana podłoga, łóżko, prysznic, wiatrak i jaszczurki na ścianach = brak robali.
Rano popłynęliśmy na Railey Bay. Domek za 500 bht za dobę (byliśmy poza sezonem) I tam to już 3 dni plaży, wycieczek po skałkach, rafie, kąpieli, delektowania się tajską kuchnią itp. Można powiosłować kajakiem na jakąś tajemniczą wysepkę, ale trzeba uważać jaka jest pogoda, bo może potrafi zafalować przy deszczu a do wysepek jest dalej niż się wydaje.
Poza tym sporo fakultatywnych wycieczek motorołodziami na Ko Phi Phi i okolice. Na pewno warto. Niestety jeszcze wtedy nie nurkowałem, ale to kolejna atrakcja w okolicy.
Wieczorem knajpki, dyskoteki, smażona baracuda itp.
Krabi to relaks po gonitwie w Bangkoku. A wszystko przez to, że mieliśmy tylko 9 dni.
Podsumowując:
- Tajlandia to bardzo przyjazny kraj. Co prawda w Bangkoku próbują cię naciągnąć zawsze i wszędzie, ale jest to, o ironio, ciekawe doświadczenie i na pewno jest elementem folkloru. Na Krabi Tajowie byli mili aż do bólu.
- Targowac się! Ceny dla białych są często podnoszone 5 – 10 krotnie! Choć zbijanie 30 bht na 20 to już chyba tylko dla sportu.
- Jedzenie prześwietne. Pikantne, ale smaczne. Tom Yum Kung to moja ulubiona zupa, choć napociłem się sie przy niej mocno.
- Taxi – ustalić wcześniej wartość kursu.
- Język – wszystko pięknie, ale Tajowie słabo mówią po angielsku a jak kiwają głową, że rozumieją to nie wierz :-). Sporo nieporozumień, ale to też część przygody.
- Bezpieczeństwo – nie było żadnych zagrażających sytuacji
- Płatności – ceny bardzo przystępne. Karty akceptowane w Bangkoku w większych knajpach i w hotelach.
- Owady – poza tymi smażonymi to byłem zaskoczony, że właściwie nie było robali.
Na pewno chcę tam pojechać jeszcze raz!!
Dolores, 2007-03-01 18:55:26
Ewa, 2007-02-08 15:51:23
Zobacz zdjęcia:
Tajlandia
Tajlandia - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj


























pozdrawiam
cwikens, 2007-05-25 13:27:49