• Relacji z podrózy: 17350
  • Zdjęć: 123141
  • Podróżników: 28721
  • Porad: 18793
  • Postów: 115527
  • Tematów: 10544

Lądem do Indii - Uroki lotnisk i latania

Liberwig Wyświetlono: 463 razy 2006-12-30 13:47:59
  Ocena:2.70 (89 głosów)


Dziennik podróży lądem do Indii (2001r.) - trasa południowa: Ukraina, Rumunia, Bułgaria, Turcja, Iran, Pakistan, Indie.

Robert Wasilewski

www.liberwig.republika.pl

Mam złe przeczucia, ledwo wysiadłem z busa runął tak ulewny deszcz, że nawet dach „korytarza” łączącego salę odpraw z poczekalnią zaczął przeciekać - no tak, typowa indyjska „sztuka”. Nie to, żebym bał się latać, ale przy takim oberwaniu chmury, bałagan musi być tu nielichy i odlot może się znacznie opóźnić. Dochodzi 18-ta, odprawa powinna zacząć się za pół godziny i odlot 22.35, tymczasem mojego lotu nie ma jeszcze nawet na tablicy.
Idę do poczekalni i niespodzianka, wejście jest płatne!!! Nawet dla pasażerów czekających na samolot. Co za popieprzony kraj. Kosztuje co prawda tylko 20 Rs, ale ja nie mam już nawet 20 paise (tutejsze grosze). Spotykam Francuzkę, ostrzega mnie przed wchodzeniem do poczekalni, „bo tam zimno”. Rozumiem doskonale, co to znaczy - klimatyzacja. Ci, którzy już przyzwyczaili się do słońca i 40 stopni w cieniu, z miłą chęcią siekierami porąbaliby te wszystkie wynalazki przyprawiające o błyskawiczny katar.
Odlot się opóźnia, dochodzi jedenasta w nocy, a świetlna tablica milczy. Idę na poszukiwanie delegatury „Aeroflotu”. Są wszystkie linie BA, KLM, i kilka innych - mojej nie ma. Wreszcie znalazłem gdzieś na końcu korytarza, w ostatnim zakamarku. Zamknięte na głucho, a wokół tłumek innych pasażerów czekających na nasz lot. Przychodzi pracownik lotniska i prosi nas do odprawy. Kontrola biletów i paszportów, nadanie bagażu, kilka formularzy do wypisania i pół godziny potem siedzimy w sali odlotów, już za stanowiskami odpraw. Zimno jak cholera, jestem tylko w koszuli i bez skarpetek, dochodzi północ, a tu nikt nie wie, kiedy polecimy. Próbuję drzemać na niewygodnym siedzeniu, ale co chwila budzi mnie lodowaty powiew spod sufitu. Szlag mnie trafia i mam ochotę rzucić popielniczką w zakratowaną paszczę.
Czwarta nad ranem, obudziłem się skostniały z zimna i zaczynam kaszleć, pieprzona lodówka, co za kretyn to wymyślił. Wszyscy pasażerowie szczękają zębami okręceni czym kto ma, a żadnemu idiocie z obsługi lotniska nie przyjdzie na myśl, żeby to po prostu wyłączyć. Pytam jakiegoś pilota o nasz samolot, ale rozłożył tylko ręce. Pytam, czy nie można wyłączyć tego cholernego nawiewu, zanim dostaniemy zapalenia płuc i podobny gest. Powinni go wypchać słomą i zrobić pomnik bezradności. Na szczęście podali gorącą kawę. Wypić, czy ogrzewać skostniałe palce trzymając dymiący kubek w rękach?
Siódma rano, przyszedł pilot naszego samolotu. Tak mi się w każdym razie wydaje, bo wygląda jakby był na kacu i patrzy trochę „po rosyjsku”. Podszedł do niego pracownik obsługi i podał mu papierową teczkę (pewnie dokumentacja lotu), a ten nawet do niej nie zajrzał, tylko dziarskim krokiem skierował się prosto do wolnocłowego sklepu, który opuścił po kilku minutach z reklamówkami wypchanymi alkoholem.
Strona:  1, 2, 3, 4


Oceń relację  


Dodaj nowy komentarz
Twoje imię:
Treść komentarza:

Wpisz wynik działania z obrazka:
RosjaWybierz obszar który Cię interesuje

RosjaChcesz wiedzieć więcej?
Zadaj Pytanie
Wybierz obszar który Cię interesujeZobacz, kto był w tym kraju