Taki camping można sobie tylko wymarzyć. Nosi romantyczną nazwę „W cieniu Mount Robsona”, gospodarze mówią po angielsku i po niemiecku, a „uśmiechają się we wszystkich językach” jak głosi barwny folder. Przyjechaliśmy wczesnym popołudniem więc możemy wybrać najpiękniejsze miejsce. W dole płynie niespokojna Fraser River – najdłuższa rzeka w British Columbii, znana nam już z poprzednich wojaży. Tutaj ma piękny seledynowy kolor, ponieważ niesie ze sobą wypłukane z gór minerały. Urwiste brzegi porastają rzędy ciemnozielonych jodeł alpejskich. Dumnie wyprostowane, czubkami śmiało mierzą w niebo jak gdyby zamierzały go dosięgnąć. Na polance wznoszą się urocze domki campingowe z lakierowanych bali (dla bogatszych), nad samą rzeką wyznaczono miejsca dla takich camperów jak nasz.
SPŁYW „SZALONĄ RZEKĄ”
ZOFIA KORONKIEWICZ2006-12-17 18:02:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 4.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
swój bieg, dajemy się jej unosić. Z drzewa na brzegu przygląda się nam z ciekawością orzeł. Mijamy ukrytą w lesie opuszczoną traperska chatkę. Wbrew obawom siedzi się pewnie. Następny lodowaty prysznic. Wessie nas ten wir czy nie? Zaczyna mżyć. Żadna różnica. Woda w dole, woda z góry, wilgotne całe ciało, woda wylewa się z pontonu specjalnymi otworami. Gdyby nie one, zatopiłoby nas. Deszczyk wydaje się ciepły w porównaniu z wodą rzeki.
Reklamowali się, że będzie „dziko i mokro”, mamy to czego chcieliśmy. Trzeba być wariatem, żeby zapłacić za tą przyjemność po 70 dolarów „od łebka”. Co dziwniejsze, pociąga mnie ta walka z żywiołem, obserwowanie z bliska kipieli wodnej, podziwianie siły rzeki. Jest prawie jak na filmie „Dzika rzeka” z Meryl Streep. To się nazywa spływ „białą wodą” ponieważ jest ciągle spieniona. Po każdym udanym manewrze na spokojnej już wodzie pada komenda przewodnika: wiosła w górę! Stukamy się nimi z tak dzikimi okrzykami zwycięstwa, że zdziwiliby się Indianie.
W spokojnych momentach kombinuję sobie, że skoro nie jesteśmy łososiami, to płyniemy z prądem, a to oznacza, że po drodze napotkamy wodospad. Chętnie bym teraz wysiadła. Odpowiedzią na moje wątpliwości był rozkaz, żeby kierować się do brzegu. Panowie niosą pontony. Możemy podziwiać wodospad. Jestem lekko rozczarowana. Obiecali 14 km trasy, coś mi się wydaje, że nas oszukują. Znów obserwujemy niesamowite zmagania łososi z wodospadem. Nagle Misiek mówi: „Patrz, jacyś ludzie spuszczają ponton u stóp wodospadu”. „Zupełnie zwariowali” – podsumowuję nieświadoma jeszcze, że mówię ten pseudokomplement również nam. To pierwsza tratwa z naszych trzech. Teraz kolej na nas. W dodatku podpływamy pod sam wodospad. Rozpiera mnie duma. Ludzie obserwujący wszystko z góry (zwykłe szczury lądowe) muszą nas chyba podziwiać, nie?
Zafundowaliśmy też sobie przemyślnie nieco komfortu. Zauważyłam, że najbardziej oblewani byli siedzący na przedzie. Ci z przodu, też nie w ciemię bici, sprytnie wskoczyli na tylne siedzenie. Na niewiele się to zdało. Przewodnik wyciąga strzelby wodne, którymi oblewamy ludzi na sąsiednim pontonie. Nie pozostają nam dłużni, również dysponują podobną bronią. Koniec zabawy, czeka na nas samochód z napisem „szaleńcy na pokładzie”. Załadowujemy pontony i wracamy. Trochę szkoda, ale marzy się zrzucenie kostiumu i gorąca herbata z cytryną.
Wilgotne powietrze wypełnia zapach lasu, trawy i ziemi. To było jednak coś niezwykłego! Gdyby mi ktoś powiedział rok temu, że wezmę udział w podobnym spływie, puknęłabym się w głowę. Rzeka szumi dziś inaczej, bardziej swojsko, jesteśmy już z nią zaprzyjaźnieni . Tylko Mount Robson spogląda kpiąco, jak gdyby chciał powiedzieć „Ze mną nie jest tak łatwo, kochani”. Wiemy, może sobie spać spokojnie.
Znacie piękniejsze miejsca? Wierzę. Ale właśnie tutaj jakoś najmocniej przeżyłam bezpośredni kontakt z PRZYRODĄ i PRZYGODĄ. Poczułam przypływ adrenaliny i zrozumiałam, jaka siła kieruje tymi „zakręconymi”, nienormalnymi według normalnych kryteriów ludźmi, czyli alpinistami, podróżnikami, samotnymi żeglarzami.
Wspaniale, że są jeszcze takie miejsca, „gdzie woda czysta i trawa zielona”, gdzie można podziwiać ponadczasowy majestat gór, rozkoszując się jednocześnie aromatycznym oddechem lasu i usypiać nocą wypełnioną po brzegi ciszą i gwiazdami. Jest takie miejsce ..... Jest gdzieś TAKIE MIEJSCE. Niekoniecznie to, które opisałam. Może nawet całkiem blisko. JEST. I czeka również na Ciebie.......
Kasia , 2008-08-22 21:27:35
Kasia , 2008-08-22 21:27:29
Camilla, 2008-08-12 00:28:59
Camilla, 2008-08-12 00:28:53
Krysia Tokarska, 2008-07-17 21:52:33
Zobacz zdjęcia:
Kanada
Kanada - wybierz obszar, który cię interesuje:















































Bogdan, 2008-08-22 21:31:30