Układając panele w kolejnym pokoju remontowanego hotelu dowiedziałem się o miejscu zwanym Nimis. Powiedział mi o nim Filip, Czech pracujący ze mną, który już na dobre zadomowił się w Szwecji. Kolejny dzień pracujemy przy tych cholernych panelach – nasz szef, Charlie, z oszczędności kupił drugi gatunek – i za żadne skarby nie chcą się one równo układać. Jesteśmy już tak zniechęceni tą, jak się wydaje syzyfową, pracą, że siadamy na schodach i patrzymy na przejeżdżające samochody.
Ladonia – najmniejsze państwo w Europie
Piotr Matuszkiewicz2006-12-17 16:06:10
Wyświetlono razy (ostatnio: )
Ocena 3.67 z 5.00. 3 głosów oddanych
z Filipem postanowiłem wybrać się do Nimis. Rzeczywiście z Brunnby, gdzie mieszkałem, to tylko bardzo blisko. Po przejechaniu 2-3 kilometrów w stronę Kullaberg na drzewie zobaczyłem małą drewnianą tabliczkę z wypisaną koślawymi literami nazwą „NIMIS” i strzałką w prawo. Przejeżdżając leśną drogą kilkaset metrów zaparkowałem obok świerkowego młodnika. Kierując się leśną ścieżką oznaczoną żółtymi literami „N” docieram do granicy Ladonii w Tall. To miejsce przypominające trochę budkę strażniczą skleconą z desek. Podobno przed laty, w sezonie turystycznym (w Szwecji praktycznie tylko lipiec) Vilks siadywał tam i przechodzącym turystom oferował wbicie do paszportu pieczątki z wizerunkiem smoka - wizy Ladonii. Teraz (jest maj) nie ma nikogo. Po schodach pozbijanych z bardzo przypadkowych materiałów - gałęzi i desek – schodzę ostrożnie w dół. Mam wrażenie, że całość trzyma się na słowo honoru. Przy każdym kroku coś skrzypi i się chwieje. Poprzez szczeble podestów i schodów przerastaja gałęzie krzaków i drzew. Gdzieniegdzie widać przegnite i spróchniałe elementy konstrukcji. Wygląda to wszystko trochę jak z jakiegoś filmu fantastycznego. Schody prowadzą w dół skarpy dobre kilkadziesiąt metrów, klucząc to w prawo, to w lewo, rozwidlając się i krzyżując następnie ze sobą, tworząc mostki i tunele. Samo zejście dostarcza mocnych wrażeń!
Po zejściu na kamienisty brzeg staję przed widokiem absurdalnym. Przede mną stoją konstrukcje z poszarzałego od wiatru i słonej wody drewna. Sprawiają wrażenie poskładanych przypadkowo przez szalonego budowniczego. Ze wszystkich stron wystają jakieś części.
Wież jest ich kilka, różnej wysokości. Obecnie najwyższa z nich ma 12 metrów. I można na nią wejść po drabinkach i platformach. Wchodzę z duszą na ramieniu. Ostrożnie stawiam stopy. Przy każdym kroku uważnie sprawdzam, czy dana belka dobrze się trzyma. Przejścia są wąskie, parę razy uderzam głową w wystające elementy. Po wejściu na górę rozciąga się widok na morze oraz pozostałe budowle. Strach się poruszyć. Przy każdym ruchu wszystko trzeszczy i się kołysze. Najlepiej nie oddychać. Jakim cudem to jeszcze stoi?!
Po obejrzeniu tych budowli, siedząc na kamieniu obmywanym przez zimne wody cieśniny Sund, zastanawiałem się co kazało Vilks’owi na podjęcie tego wysiłku? Ile czasu musiał spędzić pracowicie zbijając ze sobą deski, gałęzie, i pnie drzew? A budując Arx ile wysiłku kosztowało dostarczenie cementu do sporządzenia zaprawy? Przynajmniej kamienie miał na miejscu. Nie robił tego wszystkiego dla pieniędzy. Wręcz przeciwnie – realizacja tych wizji sporo go kosztowała. Nakładane kary nie były małe.
Następnego dnia przycinając panele myślę o budowlach Vilks’a. Jak dobrze, że są tacy ludzie, którzy w nasz poukładany, racjonalny świat potrafią wprowadzić trochę zamieszania, zmuszając do refleksji się nad otaczającą rzeczywistością. Szkoda, że jest ich tak niewielu.
Zobacz zdjęcia:
Szwecja
Szwecja - wybierz obszar, który cię interesuje:

Zaloguj się
Przyłącz się do społeczności miłośników podróży
Twój profil
Wyloguj



























